Data wygenerowania: Monday 25 October 2021, 09:46:36

Spis piosenek

  1. 1788
  2. 900 mil
  3. Bacha
  4. Ballada listopadowa
  5. Ballada o dziewczynie co piła gorące mleko
  6. Ballada o nocy czerwcowej
  7. Ballada o poczekalni
  8. Ballada wagonowa
  9. Balonik
  10. Bar na Stawach
  11. Beskid
  12. Bimbaj na potęgę
  13. Bitwa
  14. Brocken
  15. Chodzą ulicami ludzie
  16. Czarny blues o czwartej nad ranem
  17. Czas płynie i zabija rany
  18. Czas powrotów
  19. Człowiek Człowiekowi
  20. Diabeł mój
  21. Dni, których nie znamy
  22. Do Neptuna
  23. Dobrze, że jesteś
  24. Dom który moją puentą
  25. Dzielna Margot
  26. Dzień na kacu
  27. Ech, muzyka, muzyka
  28. Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego
  29. Głosy zza kwiatów
  30. Głowy Lenina
  31. Głupole
  32. Grzeczny Jan
  33. Gwiazda
  34. Holiday
  35. Idę
  36. Impreza w Klubie Harcerza
  37. Ja
  38. Ja nie śpię ja śnię
  39. Jaki był ten dzień
  40. Jałta
  41. Jaworzyna
  42. Jesienna zaduma
  43. Jesienne wino
  44. Jestem mały miś
  45. Kara Barabasza
  46. Karmaniola
  47. Killing Me Softly
  48. Kim właściwie była ta piękna pani?
  49. Kołysanka dla Joanny
  50. Kołysanka dla Mateusza
  51. Koniec
  52. Krzyk
  53. Kufel Jesieni
  54. Lekcja historii klasycznej
  55. Łajdak
  56. Łajza
  57. Łemata
  58. Śni się lasom las
  59. Śpiewogranie
  60. Makatka z Aniołem
  61. Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób
  62. Małe kina
  63. Miejsca pod niebem
  64. Modlitwa
  65. Modlitwa o śmiech
  66. Moi przyjaciele
  67. Moje kobiety
  68. Moje miasto ma oczy zielone
  69. Na Mazury
  70. Na Stacji Jerzego z Podebrad
  71. Nie chodź tam
  72. Nie dokazuj
  73. Nie jestem święty
  74. Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
  75. Nie umieraj nam inteligencjo
  76. Niedokończona Jesienna Fuga
  77. Niemanie
  78. Niepożegnanie
  79. Obława V
  80. Panna kminkowa
  81. Petersburg
  82. Piosenka dla Grażki
  83. Piosenka dla juniora i jego gitary
  84. Piosenka o Pośle
  85. Piosenka Wiosenna
  86. Piosenka zauroczonego
  87. Poezja
  88. Pokolenie
  89. Powroty II
  90. Preludium dla Leonarda
  91. Równoległe
  92. Re: Eat your brains
  93. Rejtan, czyli raport ambasadora
  94. Rozmowy
  95. Shepard Song
  96. Siedem grzechów głównych
  97. Smutek
  98. Sprzysiężeni
  99. Still alive
  100. Stukot kół
  101. Ta sama chwila
  102. Tawerna Pod Pijaną Zgrają
  103. Tu trzeba krzyczeć
  104. Twój pierwszy elementarz
  105. U studni
  106. W leśniczówce
  107. W naszym niebie
  108. Walka Jakuba z Aniołem
  109. Wędrujemy
  110. We are going to be friends
  111. Wiosna idzie
  112. Wojna postu z karanawałem
  113. Wróżba z kart
  114. Wróżby wiosenne
  115. Zabraknie Ci Psa
  116. Zakochani
  117. Zbroja
  118. Zgubione marzenia

1. 1788

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

F B F C
Ta pierwsza morska podróż do Australii! F B
Łotry przy burtach, prostytutki w kojach – F C
Wszyscy się bali, łkali i rzygali F B
W drodze do raju. Przewrotności Twoja F C
Panie, coś w jeszcze nam nieznanych planach d g
Miał czarne diabły strzegące wybrzeży d a
Edenu, który przeznaczyłeś dla nas, B C F
A w który nikt, prawdę mówiąc, nie wierzył! B C d ( B F C )
Czym żeśmy, marni, zasłużyli na to?
Ten, co zawisnąć miał za kradzież płaszcza –
Płakał nad swoją niechybną zatratą;
Nie widział Ciebie w robaczywych masztach
Statku, co tylko był więzieniem nowym;
Tej, co kupczyła ciałami swych dziatek –
Ani przez mgnienie nie przyszło do głowy,
Ze to nadziei - nie rozpaczy statek.
Niejeden żołnierz z ponurej eskorty
(Bo czym się los ich od naszego różnił?)
Wiedział, że nigdy już nie ujrzy portu,
Gdzie go podejmą karczmarze usłużni
I płatne dziewki; że zabraknie rumu
Zanim do celu przygnasz okręt szparki.
Z marynarzami pili więc na umór
I - wbrew zakazom - grali o więźniarki.
Prawda, nie wszyscy próby Twe przetrwali,
Ale też ciężkoś nas doświadczał, Panie:
Nie oszczędzałeś nam wysokiej fali,
Za którą mnogim przyszło w oceanie
Zakończyć żywot; innym dziąsła zgniły,
Wypadły zęby, rozgorzały wrzody...
Więc znaczą nasz zielony szlak mogiły
Szkorbutu, szału, francuskiej choroby.
Nikt nie odnajdzie w ruchomych otchłaniach
Ciał nieszczęśników - oprócz Ciebie, Boże.
Ich żywot grzeszny epitafiów wzbrania,
Lecz - ukarani. Więc wystarczy może,
Żeś się posłużył straszliwym przykładem:
Oni naprawdę dotarli do piekieł,
A umierając nie wierzył z nich żaden,
Ze w swym cierpieniu umiera - człowiekiem.
Ląd nam się wydal niegościnny, dziki;
Łotr bez honoru, kobieta sprzedajna
Z dnia na dzień -jak się ma stać osadnikiem
Nieznanych światów? Bo rozpoznać Raj nam
Nie było łatwo; znaleźć w sobie siłę,
Wbrew przeciwnościom, bez słowa zachęty
By mimo wszystko żyć - nim nam odkryłeś
Kraj szczodry w zboże, złoto i diamenty.
Łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie
Czerpiąc ze spichrza Twoich dóbr wszelakich-
Choć tyle wiemy własnym doświadczeniem:
W nas jest Raj, Piekło – i do obu - szlaki.
W nas jest Raj, Piekło – i do obu - szlaki.
W nas jest Raj, Piekło – i do obu - szlaki.

2. 900 mil

Tyle już minęło dni, a C
Czas wysuszył z oczu łzy, d a
Żaden list nie czeka na mnie już F C a
Gdyby pociąg szybciej biegł a C
Byłbym w domu jeszcze dziś, d a
Jeszcze 900 mil, tam gdzie mój dom. C E a
Oddam wszystko to, co mam,
Oddam wam pierścionek swój
I walizkę swoją oddam wam.
Gdyby pociąg szybciej biegł
Byłbym w domu jeszcze dziś,
Jeszcze 900 mil, tam gdzie mój dom.
Pociąg, który wiezie mnie,
Ma wagonów chyba sto,
Stukot kół już słychać na sto mil.
Moja miła czeka mnie
Żebym wrócił do niej znów
Jeszcze 900 mil tam, gdzie mój dom
Gdy dziewczyna powie - nie,
Nie wyruszę nigdzie już.
Wrócę do rodzinnych moich stron
Gdyby pociąg szybciej biegł
Byłbym w domu jeszcze dziś,
Jeszcze 900 mil, tam gdzie mój dom.
Już z wagonu widać ja,
Już z peronu widać ją,
Stoi, trzyma w dłoniach bukiet róż
Lecz nie dla mnie kwiaty te,
Inny chłopak dostał je,
jeszcze 900 mil tam, gdzie mój dom

3. Bacha

Performer

:

Orkiestra Dni Naszych

Gdy idziesz ulicą, e
Każdy się zachwyca, e
Ty jesteś jak ze snu. C D G
Twoje oczy ładne e
Nogi takie zgrabne e
Chciałbym zobaczyć znów. a H7 e
Bacha, Bacha ale z ciebie lacha e C G
Cała nasza wiocha bardzo ciebie kocha. a e H7 e
Stałem sobie w dresie
Tuż przy PKS-sie
Papieros w ręku gasł
Wtedy cię ujrzałem
Cały skamieniałem
Oślepił mnie twój blask.
Bacha, Bacha ale z ciebie lacha
Cała nasza wiocha bardzo ciebie kocha.
Dowiedziałem się ja,
Że chcesz za Macieja
Co se do miasta zwiał.
Biore brony, kosę
I na droge niosę
Bede cię blokował.

4. Ballada listopadowa

Lyrics

:

M. Pampuch, J. Reiser

Music

:

M. Pampuch

Performer

:

Browar Żywiec

D A D A
Jeden papieros za drugim, za oknem znowu deszcz pada D fis G A
Ten wieczór taki przydługi nie ma do kogo zagadać D fis G A
Bębnią o szyby krople sarabandą markotną Fis h E A
A u mnie jak to jesienią gości w sercu samotność Fis H C H
Jeden papieros za drugim, za oknem znowu deszcz pada
Ten wieczór taki przydługi nie ma do kogo zagadać
Wiatr dyrygent i muzyk snów symfonię układa
A mnie jesień się dłuży, łka gdzieś w duszy ballada
Jeden papieros za drugim, za oknem znowu deszcz pada
Ten wieczór taki przydługi nie ma do kogo zagadać
Czekam aż którejś nocy mróz pomaluje okno
Śnieg smutki zauroczy, może odejdzie samotność...
...wraz z jesienią e

5. Ballada o dziewczynie co piła gorące mleko

Lyrics

:

Agnieszka Osiecka

Są małe stacje wielkich kolei, D h
Nieznane jak obce imiona, G D
Małe stacje wielkich kolei, G D
Jakiś napis i lampa zielona. e A
Na takiej stacji dawno już temu D h
Z daleka jadąc- daleko, G D
Widziałem dziewczynę w niebieskim szaliku, G D
Jak piła gorące mleko. A D
Teraz tamtędy nigdy nie jeżdżę G D
I miasto moje daleko, G D
A myślę czasami o tamtej dziewczynie, G D
Jak piła gorące mleko. A D
I nieraz chciałbym aby tu była- G D
Może to miało by sens. G D
Jak ona śmiesznie to mleko piła G D
Gapiąc się na mnie spod rzęs... A D
Mam swoje sprawy, inne podróże
I nie tamtędy droga.
Lubię ulice wesołe i długie
I kolorowe światła na rogach.
Może ma chłopca tamta dziewczyna,
Może wybrała się w świat.
Albo po prostu jest głupia,
Jak jej siedemnaście lat...
Z resztą to przecież nie ma znaczenia-
Mieszkam naprawdę daleko,
A myślę czasem o tamtej dziewczynie,
Jak piła gorące mleko...
I nieraz chciałbym, aby tu była-
Może to miało by sens.
Jak ona śmiesznie to mleko piła,
Gapiąc się na mnie spod rzęs...

6. Ballada o nocy czerwcowej

Lyrics

:

Konstanty Ildefons Gałczyński

Music

:

Maryla Ochimowska

Kiedy noc się w powietrzu zaczyna, D e
Wtedy noc jest jak młoda dziewczyna: G D
Wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy, D e
Wszystko w ręce chciałaby brać. G D
Diabeł dużo jej daje w podarku D e
Gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku. G D
Noc te gwiazdy do uszu przymierza D e
I z gwiazdami chciałaby spać. G A7 D
Ja jestem noc czerwcowa. D e
Królowa jaśminowa. G D
Zapatrzcie się w moje ręce. D e
Wsłuchajcie się w śpiewny chód. G D
Ale zanim dur gwiezdny ją oplótł,
Idzie krokiem tanecznym przez ogród.
Do ogrodu przez senne ulice,
Dzwonią nocy ciężkie zausznice.
I po każdym tanecznym obrocie
Szmaragdami dzwonią kołki w plocie.
Wreszcie do nas pod same okna,
I tak tańczy i śpiewa nam:
Ja jestem noc czerwcowa,
Królowa jaśminowa,
Zapatrzcie się w moje ręce,
Wsłuchajcie się w śpiewny chód

7. Ballada o poczekalni

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Music

:

Jacek Kaczmarski

Siedzieliśmy w poczekali, bo na zewnątrz deszcz i ziąb a E7 a
Do pociągu sporo czasu jeszcze było – G E7
Można zatem wypić kawę albo rzucić coś na ząb, a E7 a
Bo nikt nie wie, kiedy człek znów napcha ryło. G E7
Wtem słyszymy kół stukoty i lokomotywy świst, a G
Więc rzucamy się do wyjścia na perony, F E
Ale w miejscu nas zatrzymał megafonów zgrzyt i pisk: a G F E
– To nie wasz pociąg – ogłosiły megafony. F E
Uwierzyliśmy megafonom. a G a
Uprzejmie wszak ostrzegły nas E a
Po co stać w deszczu na peronie, a G C E
Skoro przed nami jeszcze czas ? a G a
Żarcie szybko się skończyło, nuda zagroziła nam,
Zaczęliśmy drzemać, marzyć i flirtować,
Ktoś przygrywał na gitarze, zanucili tu i tam,
Zaciążyły nam do tyłu nasze głowy.
Wtem słyszymy kół stukoty i lokomotywy świst,
Więc ospale podnosimy się z foteli.
Ale w miejscu nas zatrzymał już znajomy zgrzyt i pisk:
– To nie wasz pociąg – przez megafon powiedzieli!
Uwierzyliśmy megafonom!
Pomarzyć w cieple – dobra rzecz.
Po co stać w deszczu na peronie,
Zamiast w fotelu miękkim lec?!
Po marzeniach przyszła kolej na dziewczyny oraz łyk,
Co pozwolił nam zapomnieć o czekaniu !
A tymczasem za oknami n – ty już się puszył świt
I poczuliśmy się trochę oszukani !
Więc gdy znowu kół stukoty usłyszeliśmy i świt
W garść się wzięliśmy i dalej ! – na perony !
Lecz zatrzymał nas na progu już znajomy zgrzyt i pisk:
– To nie wasz pociąg ! – Ogłosiły megafony.
Uwierzyliśmy megafonom !
W końcu nie było nam tak źle.
Po co stać w deszczu na peronie,
Gdzie z wszystkich stron wichura dmie ?
Uderzyło nas jak gromem, spojrzeliśmy wreszcie w krąg,
A już wiele, wiele świtów przeminęło !
I patrzymy w starcze oczy, powstrzymując drżenie rąk –
Zadziwieni, gdzie się życie nam podziało ?!
Wybiegamy na perony, lecz na torach leży rdza,
Semafory, hen pod lasem – opuszczone ...
Żaden pociąg nie zabierze już z tej poczekalni nas,
Milczą teraz niepotrzebne megafony ...
I gorzko się zapatrzyliśmy
W zabrane nam dalekie strony
I w duszach swych przeklinaliśmy
Tę łatwą wiarę w megafony.

8. Ballada wagonowa

Lyrics

:

Agnieszka Osiecka

Performer

:

Maryla Rodowicz

Pamiętam, był ogromny mróz C F G C F G C
Od Cheetaway do Syracuse C G D7 G G
Pamiętam, był ogromny mróz F G a a
Od Cheetaway do Syracuse F C G C
Sam diabeł szepnął - wietrze, wiej
Od Syracuse do Cheetaway
Trzech pasażerów pociąg wiózł
Od Cheetaway do Syracuse
W moim przedziale wszyscy trzej
Ten z Syracuse, ten z Cheetaway
Ten trzeci to był na mój gust
Nie z Cheetaway, nie z Syracuse
Mój cudzoziemcze, zostać chciej
Gdzieś w Syracuse, gdzieś w Cheetaway
Zatęsknisz jeszcze do mych ust
Do Cheetaway, do Syracuse
Wesele będzie, hejże, hej
Od Syracuse do Cheetaway

9. Balonik

Płacze dziewczynka: c f
balon uciekł jej! B7 Dis G7
Ludzie mówią – „Nie płacz”, c f
a balonik - hen... G7 c
Płacze dziewczyna,
chłopca trzeba jej
Ludzie mówią –„Nie płacz”,
a balonik – hen...
Płacze kobieta, d g
mąż porzucił ją, C7 F A7
Ludzie mówią – „Nie płacz”, d g
a balonik – hen... A7 d
Płacze staruszka:
Mamo, dosyć łez !
A balonik wrócił,
i błękitny jest.

10. Bar na Stawach

Author

:

Wojciech Bellon

Jeszcze się z nocy kołysze miasto F96 C95
Ósma piętnaście na Stawach bar G
Bramę otwiera, wchodzimy tedy
Ja i Hnatowicz Jan
Co tu zostało z wierszy Mistrza
Klasa robotnicza fasolka z bufetu
A smak poranny piwa łapczywie
Poznają poematy w beretach
Wszedł dzielnicowy krokiem szeryfa
Tępo spod dacha popatrzył
Nie mieści mu się w głowie służbowej
Że można wypić na czczo
Co tu zostało z wierszy Mistrza
Kiedy wyjść trzeba na papierosa
A bufetowa grozi gliną
Gdy ktoś coś powie głośniej
Pod ścianą zaraz przy wejściu
Paląc sporty z rękawa
Siedli goście wprost z wierszy Mistrza
Bubu Makino wypisz wymaluj
Słuchaliśmy ich z Hnatowiczem
Jak żywy poemat Stawów
Poezją był brzęk ich kufli
Kosmiczny wymiar miały słowa
Lecz chłopakom od sąsiedniego stolika
Chyba z zawodówki pobliskiej
Nagle się dziwnie zachciało
Żeby te zgredy wyszli
Co tu zostało z wierszy Mistrza
Chłodem powiało od drzwi nie domkniętych
I wyszliśmy z Hnatowiczem
Gdzie indziej szukać poezji

11. Beskid

A w Beskidzie rozzłocony buk G C D G
A w Beskidzie rozzłocony buk G C G D
Będę chodził Bukowiną C D
Z dłutem w ręku G
By w dziewczęcych twarzach C
Uśmiech rzeźbić G
Niech nie płaczą już C D
Niech się cieszą po kapliczkach C D
Moich dróg. G
Beskidzie, malowany cerkiewny dach G C D G
Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach G C H7 e
Tutaj wracam, gdy ruda jesień C D
Na przełęcze swój tobół niesie G C
Słucham bicia dzwonów G
W przedwieczorny czas C D
Beskidzie, malowany wiatrami dom
Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę
Kiedy wiatrem szeleszczą liście
Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk G C D
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk. C D G
A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził gór poddaszem
By zerwanych marzeń struny G C
Przywiązywać niespokojnym dłoniom drzew G C D
Niech mi grają na rozstajach C D
Moich dróg. G
Beskidzie, malowany cerkiewny dach
Beskidzie, zapach miodu w bukowych pniach
Tutaj wracam, gdy ruda jesień
Na przełęcze swój tobół niesie
Słucham bicia dzwonów
W przedwieczorny czas
Beskidzie, malowany wiatrami dom
Beskidzie, tutaj słowa inaczej brzmią
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę
Kiedy wiatrem szeleszczą liście
Kiedy wolność się tuli w ciepło moich rąk
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk.

12. Bimbaj na potęgę

Lyrics

:

Andrzej Kopeć

Music

:

Andrzej Kopeć

Gdy ci zbrzydnie życie szare F
I uczelni mury stare, C
Gdy dziewczyna kosza da, d
Gdy cię chłopak za nic ma. A d C
Bimbaj, bimbaj na potęgę,
Rzuć w diabły tę mordęgę,
Rzuć pióro, zamknij księgę,
Przestań wreszcie kwękać raz.
Choć z nami na włóczęgę,
Choć z nami na łazęgę,
Choć z nami na włóczęgę
Ruszaj z nami póki czas.
Gdy cię znudzi jazgot miasta
Gdy ci krzesło w ... plecy wrasta
Gdy kłopotów masz już dość
Gdy cię na świt bierze złość.
Bimbaj, bimbaj na potęgę,
Rzuć w diabły tę mordęgę,
Rzuć pióro, zamknij księgę,
Przestań wreszcie kwękać raz.
Choć z nami na włóczęgę,
Choć z nami na łazęgę,
Choć z nami na włóczęgę
Ruszaj z nami póki czas.
Gdy stołówka żarciem truje
Gdy się niewyraźnie czujesz
Gdy na wojsku męczą cię
Gdy masz tego dość, psia krew.
Bimbaj, bimbaj na potęgę,
Rzuć w diabły tę mordęgę,
Rzuć pióro, zamknij księgę,
Przestań wreszcie kwękać raz.
Choć z nami na włóczęgę,
Choć z nami na łazęgę,
Choć z nami na włóczęgę
Ruszaj z nami póki czas.
Ktoś tam czeka w sinej dali
A my leżym tu na hali
Precz kłopoty, precz frasunki
Gdy z kumplami sączym trunki.

13. Bitwa

Okręt nasz wpłynął w mgłę i fregaty dwie, e D C a
Popłynęły naszym kursem by nie zgubić się. e D G H
Potem szkwał wypchnął nas poza mleczny pas e D C a
I nikt wtedy nie przypuszczał, że fregaty śmierć nam niosą. e D G H
Ciepła krew poleje się strugami, G D e h
Wygra ten, kto utrzyma ship. C D e
W huku dział ktoś przykryje się falami, G D e h
Jak da Bóg, ocalimy bryg. C D e
Nagły huk w uszach grał i już atak trwał,
To fregaty uzbrojone rzędem w setkę dział.
Czarny dym spowił nas, przyszedł śmierci czas,
Krzyk i lament mych kamratów, przerywany ogniem katów.
Ciepła krew poleje się strugami,
Wygra ten, kto utrzyma ship.
W huku dział ktoś przykryje się falami,
Jak da Bóg, ocalimy bryg.
Pocisk nasz trafił w maszt, usłyszałem trzask,
To sterburtę rozwaliła jedna z naszych salw.
"Żagiel staw" krzyknął ktoś, znów piratów złość,
Bo od rufy nam powiało, a fregatom w mordę wiało.
Ciepła krew poleje się strugami,
Wygra ten, kto utrzyma ship.
W huku dział ktoś przykryje się falami,
Jak da Bóg, ocalimy bryg.
Z fregat dwóch tylko ta pierwsza w pogoń szła,
Wnet abordaż rozpoczęli, gdy dopadli nas.
Szyper ich dziury dwie zrobił w swoim dnie,
Nie pomogło to psubratom, reszta z rei zwisa za to.
Ciepła krew poleje się strugami,
Wygra ten, kto utrzyma ship.
W huku dział ktoś przykryje się falami,
Jak da Bóg, ocalimy bryg.
Po dziś dzień tamtą mgłę i fregaty dwie,
Kiedy noc zamyka oczy, widzę w moim śnie.
Tamci, co śpią na dnie, uśmiechają się,
Że ich straszną śmierć pomścili bracia, którzy zwyciężyli.
Ciepła krew poleje się strugami,
Wygra ten, kto utrzyma ship.
W huku dział ktoś przykryje się falami,
Jak da Bóg, ocalimy bryg.

14. Brocken

Lyrics

:

Tom Borkowski

Music

:

Izolda Trojanowska

Performer

:

Na Bani

Życia mniej z każdym oddechem e D
Za odpowiedź tylko echo C H7
Więc tu na szczytach o nic nie pytam C D e
Ktoś w góry szedł spotkać Boga e D9
A tu świat leży odłogiem C7
Dokoła pusto, H7
tylko chmur lustro C D9 e
Ja – jako anioł i Bóg sam - e D9 C7
Oko opacznie puszczam C7
Na niby w niebie macham do siebie a7 D9 e
Sam siebie wywracam na nice e D9 C7
W Boga złamane odbicie C7
Z przeciwnej strony duch urojony a7 D9 e
Nic nie ma tam ponad nami e D C
Ten szczyt zdobyliśmy sami E7/4
I nikt świata ciężaru nie dźwignie za nas e D C E7/4
Tu też was Bóg nie usłyszy e
Lepiej zrozumcie tę ciszę A9
I lepiej by go nie było – gdzie jest ta miłość? C D9 e
Ta ścieżka jest pusta jak kosmos
Stromizny rosną i rosną
I gdzieżby tu pomóc miał Bóg?
Nie Bóg nam wytycza szlaki
Nie stawia przy drodze znaków
Zdać się już lepiej na losy ślepe
A my życie mamy jedno
Raz tylko trafiamy w sedno
Nie sięgaj w przód, prawda jest tu
I nieba nie ma pod Bogiem
Ono i piekło są w tobie
Żyj na własną rękę, nie zdjęty lękiem
Nic nie ma tam ponad nami
Ten szczyt zdobyliśmy sami
I nikt świata ciężaru nie dźwignie za nas
Tu też was Bóg nie usłyszy
Lepiej zrozumcie tę ciszę
I lepiej by go nie było – co to za miłość?

15. Chodzą ulicami ludzie

Performer

:

Wolna Grupa Bukowina

Chodzą ulicami ludzie G D
Maj przechodzą lipiec grudzień e h
Zagubieni wśród ulic bram C G D
Przemarznięte grzeją dłonie G D
Dokądś pędzą za czymś gonią e h
I budują wciąż domki z kart C G D
A tam w mech odziany kamień C G
Tam zaduma w wiatru granie C G
Tam powietrze ma inny smak C G D
Porzuć kroków rytm na bruku C G
Spróbuj-znajdziesz jeśli szukać C G
Zechcesz nowy świat własny świat C G D
Płyną ludzie miastem szarym
Pozbawieni złudzeń marzeń
Omijają wciąż główny nurt
Kryją się w swych norach krecich
I śnić nawet o karecie
Co lśni złotem nie potrafią już
A tam w mech odziany kamień
Tam zaduma w wiatru granie
Tam powietrze ma inny smak
Porzuć kroków rytm na bruku
Spróbuj-znajdziesz jeśli szukać
Zechcesz nowy świat własny świat
Żyją ludzie asfalt depczą
Nikt nie krzyknie każdy szepcze
Drzwi zamknięte zaklepany krąg
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dół się stoczy
I to dziwne drżenie rąk
A tam w mech odziany kamień
Tam zaduma w wiatru granie
Tam powietrze ma inny smak
Porzuć kroków rytm na bruku
Spróbuj-znajdziesz jeśli szukać
Zechcesz nowy świat własny świat

16. Czarny blues o czwartej nad ranem

czwarta nad ranem A
może sen przyjdzie cis
może mnie odwiedzisz D A
czwarta nad ranem E
może sen przyjdzie fis
może mnie odwiedzisz D E A
czemu cię nie ma na odległość ręki? A E
czemu mówimy do siebie listami? fis cis
gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata D A
gdy to usłyszysz - będzie środek zimy D E
czemu się budzę o czwartej nad ranem A E
i włosy twoje próbuję ugłaskać
lecz nigdzie nie ma twoich włosów
jest tylko blada nocna lampka
łysa śpiewaczka
śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
myślałby kto, że rodem z Manhattanu
czwarta nad ranem
może sen przyjdzie
może mnie odwiedzisz
czwarta nad ranem
może sen przyjdzie
może mnie odwiedzisz
herbata czarna myśli rozjaśnia
a list twój sam się czyta
że można go śpiewać za oknem mruczą bluesa
topole z Krupniczej
i jeszcze strażak wszedł na solo
ten z Mariackiej Wieży
jego trąbka jak księżyc biegnie nad topolą
nigdzie się jej nie spieszy
już piąta
może sen przyjdzie
może mnie odwiedzisz
już piąta
może sen przyjdzie
może mnie odwiedzisz

17. Czas płynie i zabija rany

Lyrics

:

Edward Stachura

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Posłuchaj porzucony przez nią e G
Nieznany mój przyjacielu D D7
W rozpaczy swojej nie wychodź na balkon, nie wychodź C G D D7
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź, nie przychodź C G D D7
Na smugę cienia nie wbiegaj e G
Zaczekaj trochę zaczekaj C G D G
Posłuchaj porzucona przezeń
Nie znana mi przyjaciółko
W rozpaczy swojej nie wychodź na balkon, nie wychodź
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź, nie przychodź
Na smugę cienia nie wbiegaj
Zaczekaj trochę zaczekaj
Przysięgam wam, że płynie czas, e G
Że płynie czas i zabija rany C G
Przysięgam wam, przysięgam wam e D
Przysięgam wam, że płynie czas, że e G
Zabija rany – przysięgam wam! C G D
Tylko dajcie mu czas e
Dajcie czasowi czas D e
Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom C G D
Po was, przez was i miedzy ustami C G
I o to dzień przychodzi – nowy dzień C G D
One już daleko, daleko, za górami C G D
Tylko dajcie mu czas
Dajcie czasowi czas
Bo bardzo, bardzo, bardzo szkoda byłoby nas C G D
Bo bardzo, bardzo, bardzo szkoda byłoby nas
Bo bardzo, bardzo, bardzo szkoda byłoby nas
Tylko dajcie mu czas

18. Czas powrotów

Performer

:

Wątli Kołodzieje

Lyrics

:

J. Kołodziejczyk

Music

:

J. Kołodziejczyk

Buty całkiem przemoczone d G C a
na nic się nie zdadzą komu, d G C A7
plecak stary, płaszcz dziurawy, d G C a
czas powrotów, czas powrotów; d G C
czas powrotów, czas powrotów d G C
Takie to lasy i takie drzewa, F C
bezdroża, że nie śniło się nikomu. G C
Coś we mnie tańczy, coś we mnie śpiewa F C
i jeszcze nie chce mi się wracać do domu. G C
Resztki chleba na kolację,
smalec z puszki przesolony,
mama w mieście czeka z plackiem,
czas powrotów, czas powrotów,
czas powrotów, czas powrotów.
Takie to lasy i takie drzewa,
bezdroża, że nie śniło się nikomu.
Coś we mnie tańczy, coś we mnie śpiewa
i jeszcze nie chce mi się wracać do domu.

19. Człowiek Człowiekowi

Lyrics

:

Edward Stachura

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Człowiek człowiekowi wilkiem g d
Człowiek człowiekowi strykiem F g
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić
Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić
Człowiek człowiekowi pumą a e
Człowiek człowiekowi dżumą G a
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie
Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć
C G a
Człowiek człowiekowi wilkiem h fis
Lecz ty się nie daj zwilczyć A h
Człowiek człowiekowi bliźnim h fis
Z bliźnim się możesz zabliźnić A h
D A h

20. Diabeł mój

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Music

:

Jacek Kaczmarski

Date

:

1995

Nie nauczono mnie paciorka, A D A D
Nigdy nie byłem u spowiedzi, A D A A7
Więc od czupryny do rozporka D G D G
Niejeden diabeł we mnie siedzi. D G D C0
Prócz tych, co dbają o natchnienie E A
Samopoczucie i rozkosze, Cis D
Szczególnie tego sobie cenię, C0 A Cis fis
Którego w kręgosłupie noszę. D E A D
Tak mi usztywnił karku kręgi,
Że mimo groźby i namowy –
Ani kazanie, ani pręgierz
Nie zdoła mi pochylić głowy.
Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę
Tym, co potrafią ujść zataraty
I łączą swe talenty owcze
W stada wzajemnej aprobaty.
Przez to kalectwo – zdrowych ranię, C F C F
Na pogodzonych ściągam biedę, C F C C7
Wszelkie zbiorowe pojednanie F B F B
Obracam w „jedność – minus Jeden”. F B F C0
Ani nie bronię się pogardą, G C
Ani nie brudzę się popiołem, E F
Lecz będę żył i umrę – hardo, C0 C E F
Chcąc nie chcąc – z podniesionym czołem. F G C
Jeżeli hardzi Stwórcę brzydzą –
Niech mi odmówi odkupienia.
Choć chyba mnie zrozumie, widząc,
Że też samotnie trwa w przestrzeniach.
Bo czym są moje grzechy małe,
Gdy On pokornych ma miliony.
Rzadko mu głowę zawracałem
I tylko – w imię odtrąconych.

21. Dni, których nie znamy

Tyle było dni do utraty sił e G D G
Do utraty tchu tyle było chwil a E G D
Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic
Jedno warto znać, jedno tylko wiedz
Że ważne są tylko te dni a H7 e
Których jeszcze nie znamy C D G E7
Ważne jest kilka tych chwil a H7 e
Tych, na które czekamy C D G E7
Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad
Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł
Choć majątek prysł, on nie stoczył się
Wytłumaczyć umiał sobie to, że właśnie
Że ważne są tylko te dni
Których jeszcze nie znamy
Ważne jest kilka tych chwil
Tych, na które czekamy
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy e h G D
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych e h G D
Jak oddzielić nagle serce od rozumu a E C G
Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu e h G D
Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych
Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję
Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele
Że ważne są tylko te dni
Których jeszcze nie znamy
Ważne jest kilka tych chwil
Tych, na które czekamy

22. Do Neptuna

Performer

:

Zgórmysyny

Jeszcze księżyc na dobre nie poszedł spać, uśmiech gwiazd nie zniknął z nieba A A7+
A ciągle snują się po morzu cienie... A7 D7+
Tych, co przed laty w morze wyszli, by pracą złożyć hołd D A fis
Tafli, na której z uśmiechem odbity obraz zmęczonych rąk. h E
Widać jak krople potu lekko na fali drżą
Wytchnienia szukając w tańcu z wiatrem, co w żagle duszę tchnął
Zmęczone powieki portów wspomnienie zabierze tam
Gdzie syren śpiew kołysze do białego dnia.
Neptunie, przytul do snu tych, co na zawsze będą pływać już A fis cis D
Ukołysz w rytmie fal bijących o stromy brzeg A fis h E
A pod poduszkę włóż spokój wędrujących dusz A fis cis D
Niech czują dzisiaj co ja, by jutro znów płynąć w dal. A fis h E A
Zapisane wśród obłoków, co korabiem płyną w dal
Są sekrety, które wiatr osłania, zakochany w szumie fal
Morski prąd je lekko nosi, z nowych dni układa rym
W inwokacji wznosi modły, by nie zginął dzisiaj nikt
Prawdy z głębin oceanów pozostaną gdzieś na dnie
Morskich wód spienionych fale niech przypominają, że
Tajemnice śpią we wrakach, choć czasami budzą się
Snując się po morskich szlakach nucą cicho pieśń.
Neptunie, przytul do snu tych, co na zawsze będą pływać już
Ukołysz w rytmie fal bijących o stromy brzeg
A pod poduszkę włóż spokój wędrujących dusz
Niech czują dzisiaj co ja, by jutro znów płynąć w dal.

23. Dobrze, że jesteś

Lyrics

:

M. Kamper

Music

:

M. Kamper

Performer

:

Słodki Całus od Buby

Kiedy nie masz dokąd pójść a F G
I wszystko idzie źle C F
W obcym tłumie jesteś sam a G a
Czekasz żeby ktoś wysłuchał cię C F G
Dobrze że jesteś C F
Dobre dni nam niesie noc G C
Dobre dni przynosi dobry los F G C a
Dobrze że jesteś F G C
Słowa złe najprostsze są
Dobrze o tym wiesz
I przez łzy powtarzasz wciąż
Nic nie stało nic nie stało się
Dobrze że jesteś
Dobre dni nam niesie noc
Dobre dni przynosi dobry los
Dobrze że jesteś

24. Dom który moją puentą

Podróżna torba i gitara, G
Na nowy koncert ruszam zaraz, G/e e E
Dworcowe poczekalnie znam, a
W niejednej swoje miejsce mam, C
I choć to czasem brudny kąt, D
Do domu jakby bliżej stąd, G
Gdzie mój dom, C
Pytam siebie wciąż, G
Gdzie mój dom, C
Dom, który moją puentą, G C D
Dom, gdzie akordy miękną
Dom, w którym tak cierpliwie
Ktoś na mnie czeka D G
Jak z niedopałków każdy dzień
Gazetą nową wita mnie
Podobne miasta wszystkie tak
Fabryki, kina, baru smak
Przyjaciół, jakich wielu mam
Wśród nich wciąż jednak jestem sam
Gdzie mój dom,
Pytam siebie wciąż,
Gdzie mój dom,
Dom, który moją puentą,
Dom, gdzie akordy miękną
Dom, w którym tak cierpliwie
Ktoś na mnie czeka
Piosenki moje śpiewam dziś
Znów staram się kimś innym być
Lecz słowa kłamią każdy gest
Jak echo jest jak cisza jest
I w sercu się odzywa ton
Że wracać czas, gdzie mój dom
Gubię go
Choć to smutne to
Gubię dom
Dom, który moją puentą,
Dom, gdzie akordy miękną
Dom, w którym tak cierpliwie
Ktoś na mnie czeka

25. Dzielna Margot

Lyrics

:

George Brassens

Translation

:

Filip Łobodziński

W naszej wsi bezbronnego kotka znalazła w trawie raz Margot A A7 D
A że sama była sierotką, wzięła go h fis E A
Był malutki jeszcze, więc chciała jakąś poduszkę zdobyć mu A7 D
A jedyną, jaką znalazła, był jej biust h E A D
Kotek wziął ją za swoją mamę i ssać zaczął dzielną Margot h fis h fis
Ona zaś ze wzruszenia nagle straciła głos h fis h fis
Syn sołtysa właśnie przechodził, ujrzał rzadki obrazek ten h fis h fis
I poleciał z nowiną do wsi – a na drugi dzień h fis E A
Gdy Margot stanik swój rozpinała A A7 D D6 D
By miał kotek, biedactwo, co ssać D Dzm7 D
Biegła nas, biegła nas cała zgraja D H E A
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć D
By popa-pa-pa-pa-pa-pa B
A niewinna Margot przypuszczała
Że do kotka, co z jej piersi ssał
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
Nauczyciel lekcje porzucił, kowal podkowy, pole kmieć
I pognali prędko na skróty na tę wieść
Nasz listonosz, taki uczciwy, na tę wieść listy ciepnął w mig
Których czytać i tak w tej chwili nie chciał nikt
Na tę wieść, zaufawszy Bogu, że odpuści im grzeszną myśl
Ministranci w lot dali nogę w środku mszy
Nawet gliniarz, postrach ludności, tak z natury tępy jak słup
Stał opodal oszołomiony sceną jak ze snu
Gdy Margot stanik swój rozpinała
By miał kotek, biedactwo, co ssać
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
A niewinna Margot przypuszczała
Że do kotka, co z jej piersi ssał
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
Ale w pozostałych niewiastach – wszak każdej zwiał i gach, i mąż
Powolutku jęła narastać dzika złość
Wreszcie przyszedł do wsi dzień gniewu, każda chwyciła tęgi kij
I zatłukły biedne maleństwo z żądzy krwi
A Margot po roku lamentów by się pocieszyć, wzięła ślub
I już tylko się mąż z jej wdzięków cieszyć mógł
Z czasem o tym pozapominano, oprócz starców już mało kto
Mówi dzieciom dziś na dobranoc o dzielnej Margot
Gdy Margot stanik swój rozpinała
By miał kotek, biedactwo, co ssać
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa
A niewinna Margot przypuszczała
Że do kotka, co z jej piersi ssał
Biegła nas, biegła nas cała zgraja
By popa-pa-pa-pa-pa-patrzeć
By popa-pa-pa-pa-pa-pa

26. Dzień na kacu

Gdy dzień na kacu po pijanej nocy A F A Fis
W mleczku buzię moczysz h E
Znowu świt nas mgłą zaskoczył A h7 cis7 E7
I już nie wiesz sam, doprawdy wielki pech A F A Fis
Jak masz przeżyć nowy dzień h E A A
Wczoraj przyjaciół ze trzech A B0 h7 h7
Po dnie kieliszka spacer długi E F E7 E7
Skąd w lecie wziął się ten śnieg A B0 h7 h7
Skąd białe myszki, w ciszy fugi H7 H7 E7 E7
Gdy dzień na kacu po pijanej nocy
W mleczku buzię moczysz
Znowu świt nas mgłą zaskoczył
I już nie wiesz sam, doprawdy wielki pech
Jak masz przeżyć nowy dzień
Nałogi rzuciłeś już
Plecak na plecy - pociąg czeka
Skąd miałeś wiedzieć, że ten
Pociąg do wódki za Tobą jechał
Gdy dzień na kacu po pijanej nocy
W mleczku buzię moczysz
Znowu świt nas mgłą zaskoczył
I już nie wiesz sam, doprawdy wielki pech
Jak masz przeżyć nowy dzień
Ptaszek idiota Ci znów
W drewnianej głowie się telepie
Któż Cię zapewni, no któż
Że nie jest źle, że będzie lepiej
Gdy dzień na kacu po pijanej nocy
W mleczku buzię moczysz
Znowu świt nas mgłą zaskoczył
I już nie wiesz sam, doprawdy wielki pech
Jak masz przeżyć nowy dzień

27. Ech, muzyka, muzyka

Lyrics

:

Konstanty Ildefons Gałczyński

Music

:

Adam Drąg

Ach, dajcie mi te małe skrzypce G D
Może na skrzypcach wygram C G
Wiatr i pochyłą ulicę C G
I noc, co taka niezwykła D G
Ech, muzyka, muzyka, muzyka G A7 D
Spod smyka zielony kurz G A7 D Fis
Lecą gwiazdy zielone spod smyka h A D A
Damy karo, bukiety róż G A D
Uwzględnijcie mizerne granie
I nie bijcie, gdy wezmę źle
Jakiś ton na strunie baraniej
Na G, D, A czy E
Ech, muzyka, muzyka, muzyka
Spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka
Damy karo, bukiety róż
Na moście stoję, przez liście
Światło na smyk się sypie
Słuchajcie, to dziecko nuci
W czarodziejskim pudełku skrzypiec
Ech, muzyka, muzyka, muzyka
Spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka
Damy karo, bukiety róż
Prowadź, muzyko, za smykiem
Drzewa w niemej podzięce
Palcami za smykiem suną
Zgrabiałe, duże ręce
Ech, muzyka, muzyka, muzyka
Spod smyka zielony kurz
Lecą gwiazdy zielone spod smyka
Damy karo, bukiety róż

28. Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

To moja droga z piekła do piekła e
W dół na złamanie karku gnam! e
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla e
Nie zrywa mostów, nie stawia bram! e
Po grani! Po grani! a e
Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania! a C G
Tu na trzeźwo diabli wezmą a e
Zdradzi mnie rozsądek – drań H C
W wilczy dół wspomnienia zmienią C
Ostrą grań! a C H
Po grani! Po grani! Po grani! a a e
Tu mi drogi nie zastąpią pokonani! a C G
Tylko łapią mnie za nogi, a e H
Krzyczą - nie idź! Krzyczą - stań! H C
Ci, co w pół stanęli drogi C
I zębami, pazurami kruszą grań! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
W przepaść na łeb na szyję skok! e
"Boskiej Komedii" nowy przekład e
I w pierwszy krąg piekła mój pierwszy krok! e
Tu do mnie! Tu do mnie! a e
Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi a C G
I do końskiej grzywy wiąże a e
Szarpię grzywę - rumak rży! H C
Ona - co ci jest mój książę? - C
Szepce mi... a C H
Do piekła! Do piekła! Do piekła! a a e
Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła! a C G
- Nie wiesz ty co cię tam czeka - a e H
Mówi sine tocząc łzy H C
- Piekło też jest dla człowieka! C
Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
Wokół postaci bladych tłok e
Koń mnie nad nimi unosi z lekka e
I w drugi krąg kieruje krok! e
Zesłani! Zesłani! a e
Naznaczeni, potępieni i sprzedani! a C G
Co robicie w piekła sztolniach a e
Brodząc w błocie, depcząc lód! H C
Czy śmierć daje ludzi wolnych C
Znów pod knut!? a C H
- To nie tak! To nie tak! To nie tak! a a e
Nie użalaj się nad nami - tyś poeta! a C G
Myśmy raju znieść nie mogli a e H
Tu nasz żywioł, tu nasz dom! H C
Tu nie wejdą ludzie podli C
Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom! a C H e
- Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól, e a
Rozpal w łaźni kamienie na biel! H e
Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból e a
Tatuaże weźmiemy na cel! H e
Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży, e a
Pot zalewa mu oczy i wąs! H e
Jego profil specjalnie tam kłuli my e a
Żeby słyszał jak serca się rwą! H e
To moja droga z piekła do piekła e
Lampy naftowe wabią wzrok e
Podmiejska chata, mała izdebka e
I w trzeci krąg kieruję krok: e
- Wchodź śmiało! Wchodź śmiało! a e
Nie wiem jak ci trafić tutaj się udało! a C G
Ot jak raz samowar kipi, a e
Pij herbatę Synu, pij! H C
Samogonu z nami wypij! C
Zdrowy żyj! a C H
Nam znośnie! Nam znośnie! Nam znośnie! a a e
Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie! a C G
Pożyjemy i pomrzemy a e H
Nie usłyszy o nas świat H C
A po śmierci wypijemy C
Za przeżytych w dobrej wierze parę lat! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
Miasto a w Mieście przy bloku blok e
Wciągam powietrze i chwiejny z lekka e
Już w czwarty krąg kieruję krok! e
Do cyrku! Do cyrku! Do kina! a e
Telewizor włączyć - bajka się zaczyna! a C G
Mama w sklepie, tata w barze a e
Syn z pepeszy tnie aż gra! H C
Na pionierskiej chuście marzeń C
Gwiazdę ma! a C H
Na mecze! Na mecze! Na wiece! a a e
Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece! a C G
Sąsiad - owszem, wypić można a e H
Lecz to sąsiad, brat - to brat. H C
Jak świat światem do ostrożnych C
Zwykł należeć i uśmiechać się ten świat! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
Na scenie Hamlet, skłuty bok e
Z którego właśnie krew wyciekła - e
To w piąty krąg kolejny krok! e
O Matko! O Matko! a e
Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo! a C G
Wszak on męża twego zabił a e
Zgładzi mnie, splugawi tron H C
Zniszczy Danię, lud ograbi C
Bijcie w dzwon! a C H
Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę! a a e
Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem! a C G
Póki czas naprawić błędy a e H
Matko, nie rób tego - stój! H C
Cenzor z dziewiątego rzędu: C
- Nie, w tej formie to nie może wcale pójść! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
Wódka i piwo, koniak, grog, e
Najlepszych z nas ostatnia Mekka e
I w szósty krąg kolejny krok! e
Na górze! Na górze! Na górze! a e
Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej! a C G
O to warto się postarać! a e
To jest nałóg, zrozum to! H C
Tam się żyje jak za cara! C
I ot co! a C H
Na dole, na dole, na dole a a e
Szklanka wódki i razowy chleb na stole! a C G
I my wszyscy tam - i tutaj a e H
Tłum rozdartych dusz na pół, H C
Po huśtawce mdłość i smutek C
Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół! a C H e
To moja droga z piekła do piekła e
Z wolna zapada nade mną mrok e
Więc biesów szpaler szlak mi oświetla e
Bo w siódmy krąg kieruję krok! e
Tam milczą i siedzą a e
I na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą a C G
Siedzą, ale nie gadają a e
Mętny wzrok spod powiek lśni H C
Żują coś, bo im wypadły C
Dawno kły! a C H
Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję! a a e
A przed nimi leży w teczce życie moje! a C
Nie czytają, nie pytają - a e H
Milczą, siedzą - kaszle ktoś, H C
A za oknem werble grają - C
Znów parada, święto albo jeszcze coś... a C H e
I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu e a
I za gardło porywa mnie strach! H e
Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum e a
Macie w uszach i w oczach piach! H e
Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk e a
Mnie nie będą katować i strzyc! H e
Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg! e a
Ósmy krąg, w którym nie ma już nic. H e
Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił! e a
Choć przemknąłem przed wami jak cień! H e
Palcie w łaźni, aż kamień się zmieni w pył - e a
Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień! H e

29. Głosy zza kwiatów

Performer

:

Lilly hate roses

Hej, porozmawiajmy bez noży, krzyży i polowań, D G
Bez celowania w oczy, duszenia w krtani i łamania nosów,
Bez płytkich oddechów i bólu, co siedzi gdzieś w człowieku.
Trochę o wojnach światów, kto się boi, a kto słucha cichych głosów
Zza kwiatów. D e G
Zza kwiatów.
Zza kwiatów.
Zza kwiatów.
Hej, porozmawiajmy, kiedy koty na dachach i z jesienią w powietrzu,
Bez łamania sobie karków
Bez przesadnej empatii, sądów i koszarów
I chociaż raz nie mówmy naraz.
Spróbujmy się postarać.
Spróbujmy się postarać.
Spróbujmy się postarać.
Spróbujmy się postarać.

30. Głowy Lenina

Lyrics

:

Kuba Sienkiewicz

Performer

:

Elektryczne Gitary

Juz miale wstac i podejsc do klawiszy a D a D
Juz sie oparlem o porecz fotela F C d E
Siedzialem dosc dlugo i jadlem czeresnie
W moim pokoju rownym jak cela
Juz mialem wstac i podejsc do pianina F C F C
Gdy nagle widze szesc glowek Lenina F C E
Glowy Lenina znad pianina a G F G
Glowy Lenina znad pianina
Glowy Lenina znad pianina
Znad pianina d E a
Mrowki rozlazly sie z kart partytury
Nie zostawiwszy na nich zadnej nuty
Nie moglem juz patrec na to robactwo
Zniecierpliwiony wlozylem buty
Juz mialem wsac i podejsc do pianina
Gdy nagle widze szesc glowek Lenina
Glowy Lenina znad pianina
Glowy Lenina znad pianina
Glowy Lenina znad pianina
Znad pianina
Szuflady z bioder, trawa spod pachy
Sflaczaly zegar suszy sie na oknie
Jajko sadzone zwisa nad pustynia
Pianino cieknie, podloga moknie
Juz mialem wsac, bo trudno to wytrzymac
Gdy nagle widze szesc glowek Lenina
Glowy Lenina znad pianina
Glowy Lenina znad pianina
Glowy Lenina znad pianina
Znad pianina

31. Głupole

Komu z głowy cieknie olej, D G D
Bo ma wielką dziurę w głowie, G A
W której gnieżdżą się sobole. D G
Muminki, Muminki, Muminki D A D
Bo to nie głupole. A D
Muminki – wcale nie głupole. G D A D
Kto jest górą, nie na dole,
Choć ma loty niesokole
Oraz skrzydła-parasole.
Muminki, Muminki, Muminki
Bo to nie głupole.
Muminki – wcale nie głupole.
Kto nad bykiem krzyczy „Ole!”,
Kiedy jeszcze byk w stodole
I zamiaru nie ma polec.
Muminki, Muminki, Muminki
Bo to nie głupole.
Muminki – wcale nie głupole.
Kto hoduje własne wole
Pod przełykiem, nie w stodole,
A w tym wolu jodu sole.
Muminki, Muminki, Muminki
Bo to nie głupole.
Muminki – wcale nie głupole.
Kto potrafi bardziej woleć
Od niedoli własną dolę,
Choćby nawet na cokole.

32. Grzeczny Jan

Lyrics

:

Mirosław Łebkowski, Stanisław Werner

Music

:

R. Sielicki

We wszystkich portach znali go, d A7
Przezwisko miał - Kulawy Joe, d A7
A był to przecież chłop na schwał d g
I zdrowe obie nogi miał. C F A7
Bo to jest zaszczyt dla korsarza, g
Gdy samo imię już przeraża. d A7
We wszystkich portach znali go, d g
Przezwisko miał, przezwisko miał, przezwisko miał - A7
- Kulawy Joe. A7 d
Na jednej łajbie pływał z nim
Serdeczny kamrat - Ślepy Jim.
A, że niezgorsze oczy miał,
Z cholernym szczęściem w karty grał.
Bo to jest profit dla korsarza,
Gdy samo imię już przeraża.
Więc pływał Joe, a razem z nim
Serdeczny druh, serdeczny druh, serdeczny druh -
- Ten Ślepy Jim.-
A trzeci to był Głuchy John,
Do tamtych dwóch pasował on,
Bo choć miał przytępiony słuch,
To słyszał każdy szept za dwóch.
I żyli zgodnie przyjaciele,
A każdy z małą skazą w ciele.
Kulawy Joe i Ślepy Jim,
Za nimi John, za nimi John, za nimi John -
- Szedł niby w dym.
W tawernie raz Jan suszył dzban,
A ściślej mówiąc - Grzeczny Jan.
Wtem wchodzi Joe i John, i Jim -
Do gustu Jan nie przypadł im.
Bo to jest hańba dla korsarza,
Marynarz o tak grzecznej twarzy.
Więc zaklął Joe i Jim, i John,
A każdy z nich, a każdy z nich, a każdy z nich -
- Na inny ton.
I mówią - "Tyś jest Grzeczny Jan,
To może z nami pójdziesz w tan?"
Więc Grzeczny Jan z uśmiechem wstał
I sfatygował kilka ciał.
Wynieśli Jima, Joe i Johna -
Dziś prawdę mówią ich imiona.
A Grzeczny Jan, że grzeczny był,
Spokojnie gin, spokojnie gin, spokojnie gin -
- Ze szklanki pił.
Ten Grzeczny Jan, ten Grzeczny Jan. A7 d A7 d

33. Gwiazda

Leżała w błocie gwiazda pięcioramienna goła G
widocznie komuś spadła z ramienia albo z czoła a D7 G
ot ktoś się rozstał z gwiazdą nie zauważył tego
tak jest z miłością każdą dotyczy to wszystkiego
Spojrzałem w kosmos w górę i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg za to żeś nieba sięgać mógł
Myślałem o mym dziadku na tle chmurnego nieba
o tym czy wszystkie drogi prowadzą tam gdzie trzeba
podniosłem z błota gwiazdę a serce moje czuło
że coś pięknego we mnie na zawsze się zepsuło
Spojrzałem w kosmos w górę i zobaczyłem w niebie dziurę
tak cię ukarał Bóg za to żeś nieba sięgać mógł
Dlaczego mi kłamaliście kosmiczni rozbójnicy
niebo jest poszarpane i leży na ulicy
znalazłem wczoraj gwiazdę brudną i lepką jak gleba
chciałem ją niebu zwrócić lecz nie dosięgnę nieba
Więc patrzę w kosmos w górę i nadal widzę w niebie dziurę
to kara boska jest za zadufany ludzki gest
Znalazłem wczoraj gwiazdę gasnącą gwiazdę

34. Holiday

Performer

:

Green Day

Hear the sound of the falling rain e C G D
Coming down like an Armageddon flame (Hey!) e C G H e
The shame, the ones who died without a name C G D H
Hear the dogs howling out of key
To a hymn called 'Faith and Misery' (Hey!)
And bleed, the company lost the war today
I beg to dream and differ from the hollow lies e C G D
This is the dawning of the rest of our lives e C G H
On holiday e C G D
Hear the drum pounding out of time
Another protestor has crossed the line (Hey!)
To find, the money's on the other side
Can I get another Amen? (Amen!)
There's a flag wrapped around a score of men (Hey!)
A gag, A plastic bag on a monument
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives
On holiday
'The representative from California has the floor'
Zieg Heil to the president gasman
Bombs away is your punishment
Pulverize the Eiffel towers
Who criticize your government
Bang bang goes the broken glass and
kill all the fags that don't agree
Trials by fire, setting fire
Is not a way that's meant for me
Just cause, just cause, because we're outlaws yeah!
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives
I beg to dream and differ from the hollow lies
This is the dawning of the rest of our lives
This is our lives on holiday e C G D

35. Idę

Lyrics

:

Jerzy Filar

Music

:

Jerzy Filar

Pójdę tam, gdzie serca biją równiej C F C
Gdzie zegary tracą rytm G C
Tam, gdzie można śmiać się w niepogodę
Gdzie słońce świeci dłużej
Kiedy wstajesz lewą nogą, o, nie martw się d G C a
Może jutro już pójdziesz tam d G C C7
Pójdę tam, gdzie ludzie okłamują
Swoje diabły
Tam, gdzie nie podnosi nikt z ulicy
Ukradkiem papierosa
Kiedy wstajesz lewą nogą, o, nie martw się
Może jutro już pójdziesz tam

36. Impreza w Klubie Harcerza

Przyjemny wieczór nam dojrzewa - prywatka a e d G
Każdy rozkęca się a w dole sąsiadka a e d G
Chłopcy szaleją, przeboje grzeją d d e e
Aż wódka ślni a e d G
Panienki powoli dostają ochoty
Na pracochłonne ręczne roboty
Hafta ktoś rzucił, szafę przewrócił
Impreza w klubie harcerza.
Pan godpodarz odgryzł koledze trzy palce
A potem pijany schował się w wersalce
Ostra balanga, panie do tanga
Nagie są
Gość w czarnym smokingu udawał pingwina
I Cętkiewiczów publicznie przeklinał
Balety w trakcie zgwałcono babcię
Na jeża - w klubie harcerza.
Pod stołem trzech leży, na stole aż pięciu
W wannie pełnej wody nurkuje dziewięciu
Goście się schlali, instynkt nawalił -
- Zwierzęta !
Raczkują wszyscy, kończy się prywatka
Na ścianie pożywna, warzywna sałatka
Rozbity sedes marki mercedes,
Impreza w klubie harcerza.

37. Ja

Performer

:

Przemysław Gintrowski

Nie jestem piękny, a przyciągam wzrok, A h A E
Cieszy mnie wstręt w tworzących mnie spojrzeniach; A h A E
Sprytu nauczył mnie ułomny krok, h E A
Co krok normalny w powód wstydu zmienia. D E fis
Wiem, że nawiedzam przyzwoite sny;
Bóg mnie spartaczył, jam wyrzut sumienia;
Dlatego wpełzam w dostojne zgromadzenia,
Gdzie racją bytu jest bezkarne - my!
A ja na złość im - nie należę h fis
I tak beze mnie - o mnie - gra. cis fis
Jednego nikt mi nie odbierze: h fis
Ja jestem ja, ja, ja. cis fis fis
W karczmie tak siadam, by mnie widzieć mógł
Każdy obżartuch najzdrowszy i pijak;
To, co mi Bóg dał zamiast zwykłych nóg
Wokół półmiska bezwstydnie owijam.
Tym co mam w miejsce rąk, odpędzam psy
Węszące łatwy łup w chromego strawie
I traci nastrój biesiadników gawiedź,
Co śpiewa przy mnie swoje śmieszne - my!
Bo ja na złość im - nie należę
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.
W farze na najświetlistszą włażę z ław
Gdzie przed ołtarzem tęcza lśni z witraży,
By, kiedy wierni proszą - Boże zbaw! -
Móc mu pokazać, co z mej zrobił twarzy.
Więc patrzą na mnie, chociaż kapłan grzmi
Żeśmy jedynie niepoprawnym stadem,
Bom namacalnym przecież jest przykładem,
Że jest nieprawdą ich chóralne - my!
Bo ja na złość im - nie należę
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem ja, ja, ja.
Nie jestem sam. Odmiennych nas jest w bród!
Wciąż otorbionych wstrętem i respektem.
Bóg dał z kalectwem pokusę nam - i głód,
By się związać w pokręconych sektę.
Partia Potworków! Rząd zatrutej krwi!
Ach, cóż za ulga - unormalnić skazy!
Nakaz szacunku, a nie gest odrazy,
Wystarczy - ja! ja! ja! - zmienić w - my!!
Nie, nie chcę wpływać i należeć!
I tak beze mnie - o mnie - gra.
Jednego nikt mi nie odbierze:
Ja jestem Ja! Ja! Ja!

38. Ja nie śpię ja śnię

Performer

:

Robert Kasprzycki

nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was E E7+ A
czas zastygł w szklance z niedopitą herbatą
patrzę na świat zza szyb widzę coraz mniej
wielkie problemy są teraz takie małe
nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
i pogubiłem wszystkie słowa klucze
powycierały się zbyt często używane
już nie otworzę nimi żadnych serc i żadnych bram
ja nie śpię H
ja nie śpię A
ja śnię E
nie słyszę głosu nie dotykam nie dotyczę was
twarz chowam w dłoniach nie nie będę płakał
czy widzieliście kiedyś kamień gdzieś na samym dnie
głębokiej rzeki dawno nie byłem tak
ja nie śpię
ja nie śpię
ja śnię

39. Jaki był ten dzień

Późno już, otwiera się noc, e C D h
Sen podchodzi pod drzwi na palcach jak kot, C G a H7
Nadchodzi czas ucieczki na aut,
By kolejny mój dzień wspomnieniem się stał.
Jak był ten dzień,
Co darował, co wziął.
Czy mnie wyniósł pod niebo,
Czy zrzucił na dno.
Jaki był ten dzień,
Czy coś zmienił, czy nie,
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe.
Łagodny mrok zasłania mu twarz
Jakby przeczuł, że chcę być sobą choć raz.
Nie skarżę się, że mam to co mam,
Że przegrałem coś znowu, i że jestem tu sam.
Jak był ten dzień,
Co darował, co wziął.
Czy mnie wyniósł pod niebo,
Czy zrzucił na dno.
Jaki był ten dzień,
Czy coś zmienił, czy nie,
Czy był tylko nadzieją na dobre i złe.
Miliony gwiazd do snu tulą cię
Swe promienie ci ślą więc chciej przyjąć je
Miniony dzień złóż u nieba wrót
Niech popłynie melodia z księżycowych nut

40. Jałta

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Jak nowa – rezydencja carów, służba swe obowiązki zna. D G D D A D
Precz wysiedlono stąd Tatarów, gdzie na świat wyrok zapaść ma.
Okna już widzą, słyszą ściany, jak kaszle nad cygarem Lew.
Jak skrzypi wózek popychany z kalekim Demokratą w tle.
Lecz nikt nie widzi i nie słyszy. e Fis h
Co robi Góral w krymską noc. G D A D
Gdy gestem w wiernych towarzyszy.
Wpaja swą legendarną moc.
Nie miejcie żalu do Stalina, nie on się za tym wszystkim krył. d C d C
Przecież to nie jest jego wina, że Roosevelt w Jałcie nie miał sił.
Gdy się triumwirat wspólnie brał za świata historyczne kształty.
Wiadomo, kto Cezara grał.
I tak rozumieć trzeba Jałtę! D A D
W resztce cygara mdłym ogniku pływała Lwa Albionu twarz.
Nie rozmawiajmy o Bałtyku – po co w Europie tyle państw?
Polacy? Chodzi tylko o to, żeby gdzieś w końcu mogli żyć.
Z tą Polską zawsze są kłopoty, kaleka troszczy się i drży.
Lecz uspokaja ich gospodarz.
Pożółkły dłonią głaszcze wąs.
Mój kraj pomocną dłoń im poda.
Potem niech rządzą się jak chcą.
Nie miejcie żalu do Churchilla, nie on wszak za tym wszystkim stał.
Wszak po to tylko był triumwirat, by Stalin dostał to, co chciał.
Komu zależy na pokoju ten zawsze cofnie się przed gwałtem.
Wygra, kto się nie boi wojen.
I tak rozumieć trzeba Jałtę!
Ściana pałacu słuch napina, gdy do Kaleki mówi Lew.
Ja wierzę w szczerość słów Stalina – dba chyba o radziecką krew.
I potakuje mu kaleka, niezłomny demokracji stróż.
Stalin to ktoś na miarę wieku, oto mąż stanu oto wódz!
Bo sojusz wielkich to nie zmowa.
To przyszłość świata, wolność, ład.
Przy nim i słaby się uchowa.
I swoją część otrzyma... – strat!
Nie miejcie, więc żalu do Roosevelta, pomyślcie ile musiał znieść.
Fajka, dym cygar i butelka, Churchill, co miał sojusze gdzieś.
Wszakże radziły trzy imperia nad granicami, co zatarte!
W szczegółach zaś już siedział Beria.
I tak rozumieć trzeba Jałtę!
Więc delegacje odleciały, ucichł na Krymie carski gród.
Gdy na zachodzie działa grzmiały, transporty ludzi szły na wschód.
Świat wolny święcił potem tryumf, opustoszały nagle fronty.
W kwiatach już prezydenta grób, a tam transporty i transporty.
Czerwony świt się z nocy budzi.
Z woli wyborców odszedł Churchill.
A tam transporty żywych ludzi.
A tam obozy długiej śmierci.
Nie miejcie, więc do Trójcy żalu, wyrok historii za nią stał.
Opracowany w każdym calu – każdy z nich chronił, co już miał.
Mógł mylić się zwiedziony chwilą – nie był Polakiem ani Bałtem!
Tylko ofiary się nie mylą.
I tak rozumieć trzeba Jałtę!
Tylko ofiary się nie mylą.
I tak rozumieć trzeba Jałtę!

41. Jaworzyna

Lyrics

:

J. Reiser

Music

:

J. Reiser

Letni deszcz po dachówkach szumi a a
Spać się kładzie każdy, kto umie zasnąć e e G
Zasnąć, gdy pada letni deszcz G a F7+ G
Rzeki się pod mostami cisną
Tysiące kropel drążą swe pismo na szybach
Na szybach kładzie cienie zmierzch
Jaworzyna górom się kłania C F C
Spod obłoków szczyt odsłania C F C
Pogoda będzie – jutro będzie ładny świt G G C F G
Rozchmurzyła się Jaworzyna
Już nie płacze – śmiać się zaczyna
Pogoda będzie – jutro nie będzie smutny nikt
Noc się ściele na lasach mokrych
Gasną światła w oknach domów samotnych
W nocy samotność gorsza jest
Ludzie się kryją w swoich myślach
Zamknięte drzwi, zamknięte oczy – sen blisko
Blisko za oknem szczeka pies
Jaworzyna górom się kłania
Spod obłoków szczyt odsłania
Pogoda będzie – jutro będzie ładny świt
Rozchmurzyła się Jaworzyna
Już nie płacze – śmiać się zaczyna
Pogoda będzie – jutro nie będzie smutny nikt

42. Jesienna zaduma

Performer

:

Elżbieta Adamiak

Nic nie mam e
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem F
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy z lasem
Rano wstaję poemat chwalę G Fis h
Biorę się za słowa, jak za chleb a C D H7 e
Rzeczywiście tak jak księżyc e G
Ludzie znają mnie tylko z jednej a e
Jesiennej strony D a e
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem

43. Jesienne wino

Lyrics

:

Andrzej Koczewski

Music

:

Andrzej Koczewski

Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta e D e D
Pod jesień było, czas złotych liści nastał e D G
W kieszeni worek srebra, czas do domu a G D e
Wtem za plecami woła głos D D D e
Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina e G D G
Z czereśni, wiśni, resztek lata, choć jesień się zaczyna a G D C
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami e G D G
Zdążysz wrócić do domu, nim noc zawita nad drogami a G D C
e D e D
Słońce stało w zenicie, bił południowy żar
A w gardle kurz przebytych dróg
Co tam - spocznę chwilę, przecież nie zaszkodzi
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam
A ona kusi D e
Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata, choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu, nim noc zawita nad drogami
Zbudziłem się w czerwieniach zachodu
Pod starą karczmą, co rynek zamyka
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi
Zostało pragnienie i tępy głowy ból
I pamięć jej słów
Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata, choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu, nim noc zawita nad drogami

44. Jestem mały miś

Lyrics

:

George Brassens

Translation

:

Jarosław Gugała

Nigdy w życiu mym nie umiałem zdjąć h e6
Czapki przed nikim G Fis h G Fis
A teraz na twarz, na kolana ryms
Przed jej bucikiem
Byłem wściekłym psem, ona uczy mnie
Jak jeść z jej rączki
Miałem wilcze kły, zamieniłem je
Na mleczne ząbki
Jestem mały miś, własność lali tej h Cis Fis
Co palec ssie, kiedy zasypia h A D Fis
Jestem mały miś, własność lali tej
Co mamy chce, gdy jej dotykam
Byłem twardy drań, ona sprawia, że
Jak z makiem kluska
Smaczny, słodki i ciepluteńki wciąż
Wpadam w jej usta
Mleczne ząbki ma, kiedy śmieje się
I kiedy śpiewa
Lecz ma wilcze kły, gdy jest na mnie zła
Kiedy się gniewa
Jestem mały miś, własność lali tej
Co palec ssie, kiedy zasypia
Jestem mały miś, własność lali tej
Co mamy chce, gdy jej dotykam
Siedzę w kącie mym i cichutko łkam
Pod jej pantoflem
Kiedy wścieka się, choć powodów brak
Bo jest zazdrosna
Pewien śliczny kwiat wydał mi się raz
Ładniejszy od niej
Pewien śliczny kwiat zginąć musiał więc
Pod jej pantoflem
Jestem mały miś, własność lali tej
Co palec ssie, kiedy zasypia
Jestem mały miś, własność lali tej
Co mamy chce, gdy jej dotykam
Wszyscy mędrcy wciąż wykrzykują mi
Że w jej ramionach
Gdy skrzyżują się, gdy oplotą mnie
Niechybnie skonam
Może będzie tak, może będzie siak
Ale dość krzyków
Jeśli zginąć mam, jeśli wisieć mam
To na jej krzyżu
Jestem mały miś, własność lali tej
Co palec ssie, kiedy zasypia
Jestem mały miś, własność lali tej
Co mamy chce, gdy jej dotykam

45. Kara Barabasza

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Performer

:

Jacek Kaczmarski

W karczmie z widokiem na Golgotę a B
Możesz się dzisiaj napić z łotrem a
Leje się wino krwawe, złote B
Stoły i pyski świecą mokre a
Ten ścisk to zysk dla gospodarza E a
Wieść się po mieście szerzy chyża E a
Że można ujrzeć tu zbrodniarza B E
Co właśnie wyłgał się od krzyża B E E7
Żyjemy! Dobra nasza! a G
Co z życia chcesz - za życia bierz! B a
Pijmy za Barabasza! a G
Barabasz pije też B E a
Pije, lecz mowy nie odzyskał
Jeszcze nie pojął, że ocalał
Dłoń, która kubek wina ściska
Jakby ściskała łeb bratnala
Stopy pod stołem plącze w tańcu
Szaleńca, co o drogę pyta
Każda z nich stopą jest skazańca
A wolna, żywa, nieprzebita
Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz - za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też
Piją mieszczanie i żebracy
Zołdacy odstawili włócznie
I piją też po ciężkiej pracy
Bawi się całe miasto hucznie
Namiestnik dał dowody łaski
Bez łaski czymże byłby żywot
Toasty, śpiewy i oklaski
Jest na tym świecie sprawiedliwość!
Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz - za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też
Ryknął Barabasz śmiechem wreszcie
Ręce szeroko rozkrzyżował
I poszła nowa wieść po mieście
Żyje! Żartuje! Bestia zdrowa!
Słychać w pałacu, co się święci
Próżno się Piłat usnąć stara
Bezładnie tańczą mu w pamięci
Słowa: polityka, tłum i wiara
Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz - za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz pije też
W karczmie z widokiem na Golgotę
Blask świtu po skorupach skacze
Gospodarz przegnał precz hołotę
I liczy zysk, Barabasz płacze
W karczmie z widokiem na Golgotę
Blask świtu po skorupach skacze
Gospodarz przegnał precz hołotę
I liczy zysk, Barabasz płacze
Żyjemy! Dobra nasza!
Co z życia chcesz - za życia bierz!
Pijmy za Barabasza!
Barabasz człowiek też

46. Karmaniola

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Music

:

Zbigniew Łapiński

Performer

:

Jacek Kaczmarski, Zbigniew Łapiński

Ile wściekłości trwoga w was zajadła E H E E H E
Potrafi ciągle z ludzkiej dobyć mowy E H E A E H E
A wszak Bastylia wcale nie upadła E H E E H E
I nikt królewskiej nie zażądał głowy E Gis cis A E H E
A wszak Bastylia wcale nie upadła E H E E H E
I nikt królewskiej nie zażądał głowy E Gis cis A E H E
Lud wszystko zna - jałmużnę post i chłostę
I w wasze oczy spojrzy bez zmrużenia
A nikt nie mierzy latarń ludzkim wzrostem
Na szafotach rosną krzyże przebaczenia
A nikt nie mierzy latarń ludzkim wzrostem
Na szafotach rosną krzyże przebaczenia
Lecz wy widzicie dół kopany w piachu
I sztandar który płynie ponad trony
Nienawiść dzieckiem śmiertelnego strachu
A czegóż mają bać się miliony?
Nienawiść dzieckiem śmiertelnego strachu
A czegóż mają bać się miliony?
Wszystko się według ich potoczy woli
Choć niejedno jeszcze może się wydarzyć
Póki co tańczmy w rytmie karmanioli
Nim mały kapral obwoła się Cesarzem!
Póki co tańczmy w rytmie karmanioli
Nim mały kapral obwoła się Cesarzem!
Dlatego chcecie stanąć wbrew ich woli
By czas odmierzać w spadających głowach
By w rozpędzone dźwięki karmanioli
Wszedł marsz przez Alpy armii Suworowa!
By w rozpędzone dźwięki karmanioli
Wszedł marsz przez Alpy armii Suworowa!

47. Killing Me Softly

Strumming my pain with his fingers e a7
Singing my life with his words D7 G
Killing me softly with his song e a7
Killing me softly with his song D C
Telling my whole life with his words G C
Killing me softly with his song F E
I heard he sang a good song a7 D
I heard he had a style G C
And so I came to see him a7 D
And listen for a while e
And there he was this young boy a7 D7
A stranger to my eyes G H7
Strumming my pain with his fingers e a7
Singing my life with his words D7 G
Killing me softly with his song e a7
Killing me softly with his song D C
Telling my whole life with his words G C
Killing me softly with his song F E
I felt all flushed with fever
Embarrassed by the crowd
I felt he found my letters
And read each one out loud
I prayed that he would finish
But he just kept right on
Strumming my pain with his fingers
Singing my life with his words
Killing me softly with his song
Killing me softly with his song
Telling my whole life with his words
Killing me softly with his song

48. Kim właściwie była ta piękna pani?

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Nikt nie zna ścieżek gwiazd; a G
Wybrańcem kto wśród nas? e a
Zapukał ktoś... d
To do mnie gość?! C G
Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc bardzo proszę, wejdź, F G
Tu siadaj, rozgość się e a
I zdradź mi, kim tyś jest, Madame? F G
Albo nie zdradzaj mi, e a
Lepiej nie mówmy nic. G
Lepiej nie mówmy nic. F G
Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas.
Inaczej jest...
Czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur,
Niemodny wdziewasz strój,
Już stoisz w drwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść,
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech Twój, Madame.
Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Będziemy razem żyć!
Ja będę czekać, przyjdź! e a
Gdy tylko zechcesz, przyjdź! G
Będziemy razem żyć! F G

49. Kołysanka dla Joanny

Zanim ci sen na oczy spłynie C e
Moje myśli szybują przez lufcik d C G G
Aby cię ujrzeć w daną chwilę C e
Gdy włosy czeszesz przed lustrem. a C G G
A kiedy zaśniesz w ciepłej pościeli
Zmęczona długim przelotem
Jak ptaki głowę w skrzydła wtulają
Patrząc na sen twój spokojny. a C g G G
Niech ci się przyśnią pory roku
Niech grają we śnie twoim i tańczą
Jesień, prężąca liście do lotu
Lato w upale słonecznym. C e
A jeśli zima, to w śniegu cała C G
Wiosna w miłków wiosennych łąkach C G
Śpij , moje myśli nad tobą czuwają C C F F
Na parapecie za oknem. e d a a

50. Kołysanka dla Mateusza

Performer

:

Elżbieta Adamiak

Szumi woda w jeziorze D G D
Uśpić mi synka pomoże D G A
Tupie deszcz w sadzie D G
Noc spać się kładzie G D
Śpij mój syneczku śpij G A D
Śpij mój syneczku śpij
Dawno już zniknął i ucichł
złoty wesoły kogucik,
a królik biały kwiatów nie depce
- ogromna Wisła pod niebo wyszła,
z gwiazdami szepce
Bujany siwy konik
Wszedł cicho za wazonik
By się spokojnie zdrzemnąć do świtu
Synku malutki do swej poduszki
I ty się przytul
Synku malutki do swej poduszki
I ty się przytul

51. Koniec

Lyrics

:

Kuba Sienkiewicz

Performer

:

Elektryczne Gitary

To już jest koniec, nie ma już nic G D e C
Jesteśmy wolni, możemy iść
To już jest koniec możemy iść
Jesteśmy wolni bo nie ma już nic
Robaczek w swej dziurce jak docent za biurkiem
I opszczółka na kwiatkach jak kontrol w tramwajach
Tak dłubie i gmera, napisze, wymyśli
Obejdzie wokoło, zabrudzi, wyczyści
I krzaczek przy drodze i brat przy maszynie
Jak noga w skarpecie, sprzedawca w kantynie
Kamyczek na polu i strażnik na straży
Lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż parzy
A po co, a po co tak dlubie i dłubie
A za co, a za co tak myśli i skubie
A tak się przykłada i mówi z ekranu
I bredzi latami, wieczorem i rano
To już jest koniec, nie ma już nic G D e C
Jesteśmy wolni, możemy iść
To już jest koniec możemy iść
Jesteśmy wolni bo nie ma już nic

52. Krzyk

Author

:

Jacek Kaczmarski

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze? e fis h
Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze? e fis h
Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem? h e
Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje? e Fis7
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy! G h
A! Zatykam uszy swe! G h
Smugi w powietrzu i mój bieg G
Jak prądy niewidzialnych rzek A
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie! e Fis
A! Zatykam uszy swe! G h
Mój własny krzyk, mój własny krzyk ogłusza mnie! e fis h
Kim jest ten człowiek, który ciągle za mną idzie? e fis h
Zamknięte oczy ma i wszystko nimi widzi! e fis h
Wiem, że on wie, że ja się strasznie jego boję h e
Wiem, że coś mówi, lecz zatkałam uszy swoje! e Fis7
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A czy ktoś zrozumie to?!
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!
A! Czy ktoś zrozumie to?!
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!
Mówicie o mnie, że szalona, że szalona!
Mówicie o mnie, ja to samo krzyczę o nas!
I swoim krzykiem przez powietrze drążę drogę
Po której wszyscy inni iść w milczeniu mogą...
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A! Ktoś chwyta, woła - stój!
Lecz wiem, że już nadchodzi czas
Gdy będzie musiał każdy z was
Uznać ten krzyk, ten krzyk, ten krzyk z mych niemych ust

53. Kufel Jesieni

Wiślanym traktem do Kazimierza a7 e
Każdej jesieni samotnie zmierzam Fis H7
Płócienny stragan dźwigam na plecach
Wspomnienia lata ludziom polecam
Renesansowy kufel jesieni
Małe miasteczko całkiem odmienił
Rozlał po rynku nalewkę piwną
Gorzką, wrześniową i mgliście dziwną
Otwieram stragan a e
Sprzedaję wszystkim bukiet chmielu E a
Gdy kufel krąży jak na weselu D a
Z ręki do ręki wśród gości wielu Fis H7
Hej, piwa wznoście
Pękate i gliniane dzbany
Płacicie srebrnym dukatem księżyca
Wrzesień, Kazimierz, chmiel na ulicach
W spichrzach chroboczą srebrzyste myszy
Pęcznieją beczki w piwnicznej niszy
A na ratusza strzelistej wieży
Piwowar piwo warzy i mierzy
Topi się lato w cierpkim zapachu
W zielonej kadzi o gorzkim smaku
Tymczasem rojno z mroku podcieni
Wychodzą mieszczki w stroju jesieni
Otwieram stragan
Sprzedaję wszystkim bukiet chmielu
Gdy kufel krąży jak na weselu
Z ręki do ręki wśród gości wielu
Hej, piwa wznoście
Pękate i gliniane dzbany
Płacicie srebrnym dukatem księżyca
Wrzesień, Kazimierz, chmiel na ulicach

54. Lekcja historii klasycznej

Performer

:

Jacek Kaczmarski

Galia est omnis divisa in partes tres C G
Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani d E
Tertiam qui ipsorunt lingua Celtae nostra Galii apelantur a F
Ave Caesar morituri te salutant F C G C
Nad Europą twardy krok legionów grzmi C G
Nieunikniony wróży koniec republiki d E
Gniją wzgórza galijskie w pomieszanej krwi a F
A Juliusz Cezar pisze swoje pamiętniki F C G C
Galia est omnis divisa in partes tres
Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorunt lingua Celtae nostra Galii apelantur
Ave Caesar morituri te salutant
Pozwól Cezarze gdy zdobędziemy cały świat
Gwałcić rabować sycić wszelkie pożądania
Proste prośby żołnierzy te same są od lat
A Juliusz Cezar milcząc zabaw nie zabrania
Galia est omnis divisa in partes tres
Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorunt lingua Celtae nostra Galii apelantur
Ave Caesar morituri te salutant
Cywilizuje podbite narody nowy ład
Rosną krzyże przy drogach od Renu do Nilu
Skargą, krzykiem i płaczem rozbrzmiewa cały świat
A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu!
Galia est omnis divisa in partes tres
Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani
Tertiam qui ipsorunt lingua Celtae nostra Galii apelantur
Ave Caesar morituri te salutant

55. Łajdak

Performer

:

Zespół reprezentacyjny

Noszę na dnie serca tę historię wciąż, A7 D E7 A
która jak koszmarna zjawa dręczy duszę mą.
Włosy wszystkie pogubiłem, został jeden ząb,
lecz chyba zmorę tą do grobu będę musiał wziąć.
Oszalałem całkiem dla niej, gdy ujrzałem ją, A D E7 A
moim stała się demonem i boginią mą. A h E7 A
Chociaż skromna na niej suknia i choć boso szła, fis h E7 A
wszystko wokół mi mówiło: "to jest właśnie ta". fis h E7 A
Rzekłem do niej: "Tyś dziewczyno, jak Madonna jest" fis Gis7 cis fis Gis7 cis
- niech mi Bóg wybaczy, choć skłamałem jej. fis Gis7 cis fis H7 E
Czy wybaczy mi, czy nie, zresztą mam to gdzieś, A h E7 A
łajdak jestem, i tak w piekle będę smażył się. fis h E7 A
Gdy klęczała na nieszporach i modliła się,
w usta ją pocałowałem (oraz jeszcze gdzieś).
Rozkazała mi stanowczo, żebym puścił ją,
sama jednak nie puszczała - baby takie są.
Powiedziałem jej: "Dziewczyno, nie odpychaj mnie!"
Dobry Boże, Ty wybaczyć wolę bożą chciej,
Czy wybaczysz mi, czy nie ...
Była taka niedostępna, ludzie wierzcie mi,
lecz gdy w okno zastukałem, otworzyła drzwi,
zakazanych pić owoców pozwoliła sok,
choć szeptała: "Nie rób tego" - baby takie są.
Poszarpałem jej suknię, gdy ją miałem zdjąć,
niech mi dobry Bóg wybaczy, chciałem wspomóc ją.
Czy wybaczysz mi, czy nie ...
Głowę znów straciłem dla niej, gdym dowiedział się,
że wbrew woli jej ten facet żenić z nią się chce.
No i stało się, i teraz dwójkę dzieci ma,
którym kilka razy dziennie musi cyca dać.
Zresztą jeśli chodzi o to, więcej dzieci ma,
niech mi dobry Bóg wybaczy - pierwszy jestem ja.
Czy wybaczysz mi, czy nie ...

56. Łajza

Poznałem ją w takiej ciemnej ulicy e h
Włosy miała jak druty D A
Spuszczoną twarz i uśmiech do dupy
A ja patrzyłam na nią wciąż
Na głowie miała zielony berecik
Dookoła śmiały się z niej dzieci
Poczułem nagle potrzebę pomocy
Zabrania jej ze sobą
Bo była łajzą, niedorajdą i kaleką w życiu była C D
Nauczyć chciałem jej wszystkiego e h
Prosiłem, błagałem, lecz nie umiała zrozumieć tego C D e e
Po kilku dniach tak wytężonej nauki
Miałem już jej dosyć
Wpakować wiedzę do takiej ciemnej makówki
Trzeba mieć cierpliwość
A przy finiszu, co się okazało
Kto tu kogo uczył
Ta młoda dama z takiej ciemnej ulicy
Miłości potrafi nauczyć
Choć była łajzą, niedorajdą to kobietą w życiu była
Nie umiałem spostrzec tego
Pod płaszczem ciemnoty miała coś w sobie niezwykłego
Choć była łajzą, niedorajdą i kaleką w życiu była
Nauczyć chciałem jej wszystkiego
Pod płaszczem ciemnoty miała coś w sobie niezwykłego

57. Łemata

Music

:

Wojciech Warchoł

Lyrics

:

Wojciech Warchoł

Pamiętam, tylko tabun chmur się rozwinął C G a e
I cichy wiatr wiejący ku połoninom F C G F G
Jak kamień plecak twardy pod moją głową
I czyjaś postać, co okazała się tobą
Idę dołem a ty górą C G
Jestem słońcem, ty wichurą a e
Ogniem ja, wodą ty F C
Śmiechem ja, ty ronisz łzy G F G
Byłaś jak słońce w tę zimną noc
Jak wielkie szczęście, co zesłał mi los
Lecz nie na długo było cieszyć się nam
Te kłótnie bez sensu, skąd ja to znam
Idę dołem a ty górą
Jestem słońcem, ty wichurą
Ogniem ja, wodą ty
Śmiechem ja, ty ronisz łzy
I tłumaczyłem, jak naprawdę to jest
Że mam swój świat, a w nim setki tych swoich spraw
A moje gwiazdy to z daleka do mnie lśnią
Śmiechem i łzami witają mój bukowy dom
Idę dołem a ty górą
Jestem słońcem, ty wichurą
Ogniem ja, wodą ty
Śmiechem ja, ty ronisz łzy
I czas zakończyć rozważania te
Przy wodospadzie, tam, gdzie słychać śpiew
W źródlanej wodzie, czas zanurzyć dłoń
Już żegnam was, dziś odchodzę stąd

58. Śni się lasom las

Music

:

Adam Drąg

Lyrics

:

Bolesław Leśmian

Mrok na schodach, pusto w domu a C
Nie pomoże nikt nikomu F C
Ślady Twoje śnieg zaprószył F G
Żal się w śniegu F
Żal się w śniegu zawieruszył f C G
Śni się lasom las, śnią się deszcze C G C
Jawią się raz w raz znikłe maje C G C
I mijają znów i raz jeszcze F f C
A ja własnych snów nie poznaję C G F f E
Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć
I pomilczeć tym milczeniem
Śni się lasom las, śnią się deszcze
Jawią się raz w raz znikłe maje
I mijają znów i raz jeszcze
A ja własnych snów nie poznaję

59. Śpiewogranie

Jest, że lepiej juz nie C G C
Nie będzie, choć wiem G a
Że będzie jak jest F G
Jest, że serce chce bić
I bije, by żyć
I śpiewać sie chce
Nasze wędrowanie C G
Nasze harcowanie
Nasze śpiewogranie a F
Dziej się, dziej się, dziej F G
Jeszcze długa droga
Jeszcze ogień płonie
Jeszcze śpiewać mogę
Serce, serce chce...
Nam nie trzeba ni bram
Raju nie trzeba nam
Tam, gdzie spiewam i gram
Nam żaden smutek na skroń
Tylko radość i dłoń
Przyjaźni to znak
Nasze wędrowanie
Nasze harcowanie
Nasze śpiewogranie
Dziej się, dziej się, dziej
Jeszcze długa droga
Jeszcze ogień płonie
Jeszcze śpiewać mogę
Serce, serce chce...

60. Makatka z Aniołem

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Na twarzy twej rumieńce jakbyś był uduchowiony, G C D G
przez gruźlicę płuc a dobroć swą nieziemską, C G D D7
Zamykasz na niebieski klucz, e C G D
Zamykasz na niebieski klucz. C D G
Najczęściej można spotkać cie C D
nad przepaścią lukrowaną, e C
Gdy przez dziurawą kładkę, G C
przeprowadzasz dwoje dzieci. g a7 G
Nocą może chciałbyś oderwać się od ściany,
ale jedno skrzydło gwóźdź ci przedziurawił
Więc zostajesz z nami,
Na wieki wieków amen.
Najczęściej można spotkać cie
nad przepaścią lukrowaną,
Gdy przez dziurawą kładkę,
przeprowadzasz dwoje dzieci.

61. Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób

Kochałem Cię dziś rano A
Ust naszych ciepła słodycz
Jak senna złota burza fis
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie D
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie A
Też tak się uśmiechali
A teraz trzeba zacząć fis
Rozłączać się po trochu
Twe oczy posmutniały D
Maleńka nie wolno się żegnać E
W ten sposób A E
Na pewno Cię nie zdradzę
Odprowadź mnie do rogu
Ty wiesz,że nasze kroki
Zrymują się ze sobą
Twa miłość pójdzie ze mną
A moja tu zostanie
I tak się będą zmieniać
Jak brzeg i morskie fale
Czy miłość to kajdany
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób
Kochałem Cię dziś rano
Ust naszych miękka słodycz
Jak senna złota burza
Nade mną twoje włosy
Przed nami na tym świecie
Już inni się kochali
I w mieście albo w lesie
Też tak się uśmiechali
Czy miłość to kajdany
Nie mówmy lepiej o tym
Twe oczy posmutniały
Maleńka nie wolno się żegnać
W ten sposób...

62. Małe kina

Lyrics

:

Konstanty Ildefons Gałczyński

Najlepsze te małe kina D
w rozterce i w udręce, e
z krzesełkami wyściełanymi G
pluszem czerwonym jak serce. D
Na dworze jeszcze widno,
a już się lampka kołysze
i cienie meandrem biegną
nad zwiastującym afiszem.
Chłopcy drą się wniebogłosy e
w promieniach sztucznego światła, e
sprzedają papierosy, irysy i sznurowadła. e G D
O, już się wieczór zaczyna! D
Księżyc wyciąga ręce. e
Najlepsze te małe kina G
w rozterce i w udręce. D
Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, i nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.
Najlepsze te małe kina,
gdzie wszystko się zapomina;
że to gospoda ubogich,
którym dzień spłynął źle.
Chłopcy drą się wniebogłosy
w promieniach sztucznego światła,
sprzedają papierosy, irysy i sznurowadła.
O, już się wieczór zaczyna!
Księżyc wyciąga ręce.
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce.

63. Miejsca pod niebem

Performer

:

Na Bani

Music

:

Agnieszka "Rybka" Rybak

E H A a E
Kontury dachów pod gasnącym niebem cis gis
Niebem, którego niebawem nie będzie fis A H
Życie tam ledwo w zarysie dostrzegam
Niebacznie mijając je w pędzie
Miasteczka, gdzie zaczynam podróże E A
Mieściny, w których kończy się droga fis A H
Gdzie nigdy nie przystaję na dłużej cis gis
Zapomniane przez ludzi, nie Boga fis A H
Wracam do nich z mojego miasta gis A
Które stamtąd po trzykroć dalekie fis A H
Które z innego świata wyrasta gis fis
Chociaż na końcu tej samej rzeki A a H ( E)
Przy sennym rynku pod samym niebem
Przelotnie tylko odkrywam wzrokiem
Ulice, o których niczego nie wiem
Domy, którym nie zajrzę do okien
W chwili pomiędzy mną a górami
Minąłem ludzi, których nie poznam
Nie zdarzy się pewnie nic między nami
Niewidzialni dla siebie przechodnie
Wracam do nich z mojego miasta
Które stamtąd po trzykroć dalekie
Które z innego świata wyrasta
Chociaż na końcu tej samej rzeki
A jednak wracam i w górę płynę
I nagle góry do morza schodzą
Od hal do fal wiatr dmuchać zaczyna
A mnie do nieba tędy po drodze

64. Modlitwa

Author

:

Bułat Okudżawa

Capo

:

2

Dopóki nam Ziemia kręci się, dopóki jest tak czy siak a d E7 a
Panie, ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak: C d G C
mędrca obdaruj głową, tchórzowi dać konia chciej, A d H7 E7
sypnij grosza szczęściarzom... I mnie w opiece swej miej. a d E7 a
Dopóki Ziemia obraca się, o Panie nasz, na Twój znak
tym, którzy pragną władzy, niech władza ta pójdzie w smak,
daj szczodrobliwym odetchnąć, raz niech zapłacą mniej,
daj Kainowi skruchę... I mnie w opiece swej miej.
Ja wiem, że Ty wszystko możesz, ja wierzę w Twą moc i gest,
jak wierzy zabity żołnierz, że w siódmym niebie jest,
jak zmysł każdy chłonie z wiarą, Twój ledwie słyszalny głos,
jak wszyscy wierzymy w Ciebie, nie wiedząc, co niesie los.
Panie zielonooki, mój Boże jedyny, spraw
- dopóki nam Ziemia toczy się, zdumiona obrotem spraw,
dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej
- daj każdemu po trochu... I mnie w opiece swej miej.

65. Modlitwa o śmiech

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Śmiechu mi trzeba a
na te dziwne czasy h
śmiechu zdrowego C
jak źródlana woda G a
niech mnie kołysze
w tej wielkiej podroży
i niech prowadzi
gdzie śmieszna gospoda
niech dźwięczy męczy F C
aż do zadyszki a h
śmiechu mi trzeba C G
przede wszystkim a
niech się zatrzęsą
od śmiechu ściany
niechaj na zawsze
będę nim pijany
nie okrutnego
nie cynicznego
śmiechu mi trzeba
bardzo ludzkiego
niech dźwięczy męczy
aż do zadyszki
śmiechu mi trzeba
przede wszystkim

66. Moi przyjaciele

Kiedy was nie ma to jakby nagle G e
zabrakło w moim życiu muzyki, C D
kiedy was nie ma to czas mnie straszy,
że przeminę, że będę chwilą.
Kiedy was nie ma to jakby niebo
miało się rozstać na zawsze ze słońcem,
kiedy was nie ma dosyć mam wszystkiego
i pragnę stąd na zawsze odejść.
Moi przyjaciele, moi przyjaciele
moi przyjaciele, bądźcie zawsze ze mną.
Moi przyjaciele z wami wiem,
że wszystko mogę wystarczy tylko chcieć.
Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować,
jak wytłumaczyć, że bez wasz mnie nie ma,
przytulam do was swoją wdzięczność
i miłość moją w modlitwę zamieniam.
Milion aniołów narysuję
i wszystkie na raz postrącam z nieba,
dom na górze wybuduję
i zagram dla was kiedy trzeba.
Moi przyjaciele, moi przyjaciele
moi przyjaciele, bądźcie zawsze ze mną.
Moi przyjaciele z wami wiem,
że wszystko mogę wystarczy tylko chcieć.

67. Moje kobiety

Lyrics

:

Andrzej Sikorowski

Kiedy żona powraca z podróży powitanie układa się w wiersz C F C a e F
czas mi wtedy przestaje się dłużyć i odkurzaczowi też F G C F e d G C G7
Kiedy córka ze szkoły przychodzi to problemy spadają jak deszcz C F C a e F
przy fizyce mnie pamięć zawodzi przy matematyce też F G C F e d G C C7
Kiedy moje kobiety są w domu tłok się robi przed każdym lustrem F G C F G C
a ja o tym nie mówcie nikomu rzadko miewam na piwo przepustkę A d G C
kiedy moje kobiety są w domu to nie mogę przeklinać i tyć d G C d G C
a bez tego nie mówcie nikomu trudno sobą czasami być d G C d G C
Kiedy żona powraca z podróży to nie pyta z kim kiedy i gdzie
twarz ma jasną jak niebo po burzy i o wszystkim wszystko wie
Kiedy córka ze szkoły przychodzi niesie plecak radości i trosk
a ja mówię że nic że nie szkodzi i topnieję niby wosk
Kiedy moje kobiety są w domu tłok się robi przed każdym lustrem
a ja o tym nie mówcie nikomu rzadko miewam na piwo przepustkę
kiedy moje kobiety są w domu to nie mogę przeklinać i tyć
a bez tego nie mówcie nikomu trudno sobą czasami być
Kiedy moje kobiety są w domu pełno wszędzie ich włosów i rzęs
ale wyznam nie mówcie nikomu tylko wtedy ten dom ma sens

68. Moje miasto ma oczy zielone

Lyrics

:

Krzysztof Jurkiewicz

Performer

:

Gdańska Formacja Szantowa

Chłodne parki aż kipią zielenią G
Cieniem idziesz tak piękna i bosa C D G
Skwarny lipiec spogląda na nasze spotkanie G D G C
Patrzy na złoty piasek we włosach G D
Patrzy na złoty piasek we włosach e D C
I jak jesteś słońcem spalona
A ty musisz koniecznie raz jeszcze spróbować G D G C
Czy Zatoka naprawdę jest słona G D ( G D G)
Wiatr się ściga z żaglami po falach
Górą białe przegania obłoki
A wieczorem Starówka swoje bramy otwiera
Czeka na chłodny oddech Zatoki
Czeka na chłodny oddech Zatoki
I na wszystko co dzisiaj mi powiesz
Na twój taniec szalony i na pocałunki
W zakamarkach ukradkiem kradzione
Kiedy spojrzysz ze wzgórza na dachy
Pierwszym blaskiem poranka złocone
Wtedy jak ja zobaczysz, jak ja uwierzysz że
Moje miasto ma oczy zielone
Moje miasto ma oczy zielone
W moim mieście się można zakochać
Gdy zalotnie zaplata między nocą a dniem
Złotą wstążkę plaży we włosach

69. Na Mazury

Się masz, witam Cię, piękną sprawę mam. D A D
Pakuję bety swe i leć ze mną w dal. D A D
Rzuć kłopotów stos, no nie wykręcaj się, G D A D
Całuj wszystko w nos, G D
Osobowym drugą klasą przejedziemy się. A
Na Mazury, Mazury, Mazury, D G D
Wypływamy tą łajbą z tektury,
Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje,
Gdzie są ryby i grzyby, i knieje. D A D
Tam gdzie fale nas bujają, G D
Gdzie się ludzie opalają, A D
Wschody słońca piękne są
I komary w dupę tną,
Gdzie przy ogniu gra muzyka
I gorzała w gardle znika.
Pan leśniczy nie wiadomo skąd
Woła do nas "poszli won!"
Uszczelniłem dno, lekko chodzi miecz,
Zęzy smrodów sto przewietrzyłem precz,
Ster nie spada już i grot luzuje się
Więc się ze mną rusz,
Już nie będzie tak jak wtedy, nie denerwuj się.
Na Mazury, Mazury, Mazury,
Wypływamy tą łajbą z tektury,
Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje,
Gdzie są ryby i grzyby, i knieje.
Tam gdzie fale nas bujają,
Gdzie się ludzie opalają,
Wschody słońca piękne są
I komary w dupę tną,
Gdzie przy ogniu gra muzyka
I gorzała w gardle znika.
Pan leśniczy nie wiadomo skąd
Woła do nas "poszli won!"
Skrzynkę piwa mam, ty otwieracz weź,
Napić Ci się dam tylko mi ją nieś.
Coś rozdziawił dziób i masz głupi wzrok,
No nie stój jak ten słup
Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok.
Na Mazury, Mazury, Mazury, E A E
Wypływamy tą łajbą z tektury,
Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje,
Gdzie są ryby i grzyby, i knieje. E H7 E
Tam gdzie fale nas bujają, A E
Gdzie się ludzie opalają, H7 E
Wschody słońca piękne są
I komary w dupę tną,
Gdzie przy ogniu gra muzyka
I gorzała w gardle znika.
Pan leśniczy nie wiadomo skąd
Woła do nas "poszli won!"

70. Na Stacji Jerzego z Podebrad

Lyrics

:

Jarhomir Nohavica

Music

:

Jarhomir Nohavica

Translation

:

Antoni Muracki

Performer

:

Zbigniew Zamachowski

Widzimy się co dzień na schodach w metrze, D G A
gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię D G A
Ja wracam z nocnej zmiany, h
a ty pracujesz rano fis
Ja jestem niewyspany, G A
ty z twarzą zatroskaną h D
A schody jadą, choć mogłyby stać G A D
na stacji Jerzego z Podebrad G A D
Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa
i tylko my naiwni – robimy co trzeba
Ja spieszę się z kliniki,
gna do kiosku ona
Zmęczone dwa trybiki,
dwie wyspy wśród miliona
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.
Choć o tej samej porze - randki są ruchome,
bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę
Ja w lewo, ona w prawo
nie ma odwrotu
ją czeka Rude pravo
a na mnie pusty pokój
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.
Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,
gdy kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie
W pospiechu ledwie zdążę
powiedzieć - „witam z rana”,
bo całowania w biegu
surowo się zabrania
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad
A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie
o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie
Już tęsknią nasze włosy
pędem rozwiane
do tego, co nas czeka
do tego, co nieznane
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.

71. Nie chodź tam

Lyrics

:

J. Reiser

Music

:

J. Reiser

Tak smutno patrzysz przez otwarte okno a e
Już się latarnie w mieście zapalają F7+ C
I nic nie mówisz, patrzysz tylko w dół F7+ F7+ D
Nie chodź tam, gdzie uliczny obcy tłum a F G C
Usiądź tu obok mnie w fotelu F7+ G C
Słonecznikowe pestki gryź F7+ G C
A ja piosenkę Ci zanucę F E a F
Tę, której słuchać chciałabyś G C
Nie strącaj z biurka kałamarza
Nie zrywaj z kalendarza dni
Jeśli nie lubisz tej piosenki
Inną, ładniejszą zagram Ci C G C
Zasnęło słońce gdzieś za antenami
Wyłażą koty z piwnic i śmietników
Zadzwonił tramwaj – już ostatni kurs
Nie chodź tam, puste place, zniknął tłum
Usiądź tu obok mnie w fotelu
Słonecznikowe pestki gryź
A ja piosenkę Ci zanucę
Tę, której słuchać chciałabyś
Nie strącaj z biurka kałamarza
Nie zrywaj z kalendarza dni
Jeśli nie lubisz tej piosenki
Inną, ładniejszą zagram Ci
A kiedy przyjdziesz do mnie znów pojutrze
Popatrzysz smutno przez okno otwarte
Wsłuchasz się w miasta przedwieczorny szum
Powiem Ci – nie chodź tam, gdzie obcy tłum
Siądziesz tu obok mnie w fotelu
Słonecznikowe pestki gryźć
A ja piosenkę Ci zanucę
Tę, której słuchać chciałabyś
Może kałamarz strącisz z biurka
Lub z kalendarza zerwiesz dzień
Może już lubisz tę piosenkę
A może nawet lubisz mnie

72. Nie dokazuj

Performer

:

Marek Grechuta

a E fis cis
a E fis cis
D E
Było kedyś w pewnym mieście wielkie poruszenie D E fis cis D E fis cis
wystawiano niesłychanie piękneprzedstawienie
wszyscy dobrze się bawili, chociaż był wyjątek h Fis h cis A
E fis cis A E fis cis
Młoda pani w pierwszym rzędzie wszystko miała za nic
nawet to że spiewak śpiewał tylko dla tej pani
i choć rozum tracił dla niej, śmiała się, klaskała
W drugim akcie śpiewak spiewał znacznie już rozwazniej
młoda pani była jedna ciągle niepoważna
aż do chwili, kiedy nagle, nagle wśród pokazu
padły słowa:
Nie dokazuj, miła nie dokazuj A D A E
przecież nie jest z ciebie znowu taki cud A D A Fis
nie od razu, miła nie od razu h Fis h Cis7
nie od razu stopisz serca mego lód fis H7 E A D E
D E
Innym razem zaproszony byłem na wernisaż
na wystawy późną nocą w głębokich piwnicach
czy to były płótna mistrza Jana czy Kantena
nie pamietam
Były tam obrazy wielkie , płótna kolorowe
z nieskromnymi kobietami szkice nastrojowe
całe szczęście, że naturą martwą jednak były
Nie dokazuj, miła nie dokazuj
przecież nie jest z ciebie znowu taki cud
nie od razu, miła nie od razu
nie od razu stopisz serca mego lód
Była także inna chwila, której nie zapomnę
Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne
przez dziewczynę z końca sali podobną do róży
której taniec w sercu moim święty spokój zburzył
Wtedy zdarzył się niezwykły, przedziwny wypadek D E fis D E fis
sam już nie wiem jak to było trudno opowiadać D E fis D E fis
jedno tylko dziś pamiętam jak jej zaspiewałem: h Fis h cis
D E fis cis D E fis cis
"Usta milczą, dusza śpiewa A h Fis h
usta milczą, świat rozbrzmiewa " h A E A
lecz dziewczyna nie słyszała tańcem już zajęta A E fis cis
w tańcu komuś zaśpiewała to co tak pamiętam A E fis cis
"Nie dokazuj, miły nie dokazuj
przecież nie jest z ciebie znowu taki cud
nie od razu, miły nie od razu
Nie od razu stopisz serca mego lód"
Nie dokazuj, miła nie dokazuj
przecież nie jest z ciebie znowu taki cud
nie od razu, miła nie od razu
nie od razu stopisz serca mego lód

73. Nie jestem święty

Author

:

Na Bani

Lepiej diabłu wlecieć w ramiona a d C9 G
Zwłaszcza gdy diabeł jest piękną dziewczyną
Niż tylko po to pokusę pokonać
Żeby bez lęku iść ciemną doliną
Chociaż dałem się wieść mocom ciemnym a d C9 G
Zbiesiłem się, czarcim uległem czarom
I choć kochałem też beznadziejnie
To przecież miłość znam nie do wiary
A miłość daleko jest od grzechu a d C9 a d C9
Miłości mi trzeba jak oddechu
Miłość daleko jest od grzechu
Miłości mi trzeba jak oddechu
g7 a7
Nie biesów to czekają w niebiesiech d B9 C9 G
Nie pieją ku ich wątpliwej czci hymnów d B9 g7 a7
Ja święty nie jestem, mój aniele d B9 C9 G
Ale ty zawsze stój przy mnie B9 d C9
Nie biesów w niebie czekają z nadzieją
Nie na ich cześć tam hymny pieją
Choć wiary nie budzę, aniele mój
To ty jednak przy mnie stój
Być może garnków nie lepią święci
Ale kto z innej ulepiony gliny
W górę nie gapię się wniebowzięcie
Gdy grzeszy myślą, słowem lub czynem
Nie poznałem języka aniołów
A i z człowiekiem dogadać się trudno
Niczego na wiarę ot tak nie przyjąłem
Po co nadzieją karmić się złudną?
A miłość daleko jest od grzechu
Miłości mi trzeba jak oddechu
Miłość daleko jest od grzechu
Miłości mi trzeba jak oddechu
Nie biesów to czekają w niebiesiech
Nie pieją ku ich wątpliwej czci hymnów
Ja święty nie jestem, mój aniele
Ale ty zawsze stój przy mnie
Nie biesów w niebie czekają z nadzieją
Nie na ich cześć tam hymny pieją
Choć wiary nie budzę, aniele mój
To ty jednak przy mnie stój

74. Nie przenoście nam stolicy do Krakowa

Performer

:

Grzegorz Turnau

Złote nuty spadają na Rynek i dokoła muzyki jest w bród D G
po królewsku gotuje Wierzynek a kwiaciarki czekają na cud e D G A
Czasem we śnie pojawi się poseł który rację ma zawsze i basta D G
i uczonym oznajmia mi głosem że najlepiej nam było za Piasta e D G A
Wielkie nieba co ja słyszę wielkie nieba co się śni G D A D G A D
wstaję rano prędko piszę krótki refren zdania trzy G D G D e A
Nie przenoście nam stolicy do Krakowa e A D
chociaż tak lubicie wracać do symboli e A D
bo się zaraz tutaj zjawią butne miny święte słowa G H7 e g
i głupota która aż naprawdę boli D A D
u nas chodzi się z księżycem w butonierce
u nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
i odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce
choć dla serca nieszczególne tu powietrze
Złote nuty spadają na Rynek i dokoła muzyki jest w bród
po królewsku gotuje Wierzynek a kwiaciarki czekają na cud
zasłuchani w historii kawałek który matka czytała co wieczór
przeżywaliśmy bitwy wspaniałe nadążając jak zwykle z odsieczą
To się jednak już zdarzyło deszcz nie jeden na nas spadł
nie powtórzy się co było inny dziś w kominach wiatr
Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
chociaż tak lubicie wracać do symboli
bo się zaraz tutaj zjawią butne miny święte słowa
i głupota która aż naprawdę boli
u nas chodzi się z księżycem w butonierce
u nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
i odmiennym jakby rytmem u nas ludziom bije serce
choć dla serca nieszczególne tu powietrze
Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
niech już raczej pozostanie tam gdzie jest
najgoręcej o to proszą dobrze ważąc własne słowa
dwa Krakusy Grzegorz T, i Andrzej S.

75. Nie umieraj nam inteligencjo

Performer

:

Trzeci Oddech Kaczuchy

Capo

:

4

Nie umieraj nam inteligencjo a E a
Ty przedwojenna i z awansu społecznego d E
Ty podzielona Mazowieckim i Wałęsą d a
Miotana burzą braków do pierwszego F E
Ty wtłoczona i wgnieciona między klasy
Tę robotniczą tę rolnicząciągle zbędna
Pomijana przez kolejnych ekip asy
Żeby przeżyć ty bądż inteligentna.
Weż z Wyspiańskiego wstręt do Chochołów a G a G
A od Rejmonta przaśny spryt chłopski
Od Żeromskiego blask szklanych domów a G E a
A od Tuwima bukiet kwiatów polskich F E
Od Gałczyńskiego naucz się pozbyć
Dwóch lewych rąk do bożka mamony
Od Żeleńskiego naucz się robić
Wszelkich oszustów w zielony balonik
A gdy jesze weżmiesz coś dla siebie
Z Baczńskiego Stachury i Hłaski
Dotaniesz od Miłosza i Lema
I od nas stojące oklaski
A gdy ci przyjdzie upaść na kolana
I ręke po prośbie wyciągniesz niechętnie
Uczyń to z godnością tytana
- inie umieraj - lecz proś o wsparcie
inteligentnie
Nie umieraj nam inteligencjo...

76. Niedokończona Jesienna Fuga

a G6 E4 E
A jeśli mnie dom buczyną spięty a G6 F C7+
tej nocy przyjmie w swoje progi E4 E7 a G C
zapalę gwiazdy w nocy głębi g C F7+ H7
a sam zakwitnę górskim głogiem e A7 d E7
A jeśli mnie dom buczyną spięty
tej nocy przyjmie w swoje progi
zapalę gwiazdy w nocy głębi g C F7+ e E7/4
a sam zakwitnę głogiem a G6 a
Beskid kołysze się i szumi f9 C7+
i chwiać się bę dzie drżeniem nieba f9 C7+
i horyzontu zmieni drogi h E a G F
i umrzeć moim słowom nie da d e a
Do końca drogi swej noc zmierza
i płoną drzewa w nocnym chłodzie
czy gościem będę w nim czy muszę
do domu swego wejść jak złodziej
Beskid woła znak mi daje
wiem oto droga już niedługa
i trwa świt złocąc wyświechtana
jesiennym wiatrem biedna fuga

77. Niemanie

Performer

:

Paweł Czekalski

Kolejny przedmiot wyrzucam a e
Rozstaję się z kolejną rzeczą G D
mnie takie rzeczy leczą a e
że rzeczy oknem lecą G
a ściany pustką świecą D
i sam z jedną świecą w pokoju
cienie drżą płaskie na ekranie ściany
a tylko mój cień
a tylko świecy cień
kiwam się powoli śpiewając ze świeczką w pokoju
Mniej mam i mniemam że nie mam ja mienia
mnie nie omamia mania mania mniemania
ja mam imię a nie... mienienie się mianem
ja manie mam na "nie" a me imię - Niemanie
Wyrzucam ubranie ostatnie me manie
teraz mnie w ciele bardzo bardzo wiele
topnienia potrzeba materii ponieważ
płomieniem ogrzewam me całe niemienie
Mniej mam i mniemam że nie mam ja mienia
mnie nie omamia mania mania mniemania
ja mam imię a nie... mienienie się mianem
ja manie mam na "nie" a me imię - Niemanie
Płomień, cztery ściany
wosk, knot i ja nieubrany
ta chwila się stała
ja wychodzę z ciała
Mniej mam i mniemam że nie mam ja mienia
mnie nie omamia mania mania mniemania
ja mam imię a nie... mienienie się mianem
ja manie mam na "nie" a me imię - Niemanie
Patrzę w telewizor coraz bardziej się boję
tych co nienawidzą lęku swego nie ukoję
posiadanie bycie w stanie wiecznego nienasycenia
a przedmioty to kłopoty posiadanie stan więzienia
rzeczy tyle gromadzenia i potrzeba obronienia
swej własności od tych gości tych co biegną od wolności
coraz dalej a ja wcale nie odczuwam tego dreszczu
ku wolności biec chcę stale oto sens jest mego questu
rzeczy posiadanie rodzi w końcu pytanie
jaki ma to sens, czy istnieje zatrzymanie?
myślę że nie, a nie tylko ja mam takie zdanie
mają ludzie z którymi mnie łączy tej muzyki granie
masz mą miłość Boże, Panie, dzięki Ci za dźwięki grane
za muzykę narkotykiem ona jest na posiadanie
kocham Ciebie, śpiewam siebie, jestem vege, śpiewam rege
duszę swoją zbawiam, tuszę ze przysparzam wam ja wzruszeń
Mniej mam i mniemam że nie mam ja mienia
mnie nie omamia mania mania mniemania
ja mam imię a nie... mienienie się mianem
ja manie mam na "nie" a me imię - Niemanie

78. Niepożegnanie

Author

:

Paweł Czekalski

A widzisz, mówiłem ci, że już widziałem to wcześniej. D A
W melodii, czy w tekście, słyszałem na mieście. G G
A także i w takim kontekście,
W zwierzeniach przyjaciół - bolało mnie, wierzcie.
A może sto razy już o tym słyszałeś.
Scenariusz, co zrobisz, gdy przyjdzie już miałeś.
I przyszło, tak wyszło. Więc takie to wszystko?
Naprawdę, to lecisz, a krawędź jest blisko.
Po raz ostatni zdołałem uwierzyć, h A
Że władzę nad tym jakąś mam. G G
Przychodzą w nocy, a rano się leży,
By nie zacząć dnia.
Nieuwolnienie, niepożegnanie,
Więc znowu mnie masz.
Zwlekaj się z wyra i zrób se śniadanie.
Radę dasz.
A widzisz, mówiłem ci, że już widziałem to wcześniej.
Jest wszędzie - nie widzieć to śmieszne.
I takie to rzeczy ja o tym słyszałem,
Że chciałem, że chciałem. Na maxa chciałem.
Gdy przyszło, tak wyszło, wywróciło wszystko.
Za silne ognisko, by oprzeć się błyskom.
I prysło oczekiwanie, bo to dawanie.
I tylko dawanie, na maxa dawanie.
Po raz ostatni zdołałem uwierzyć,
Że władzę nad tym jakąś mam.
Przychodzą w nocy, a rano się leży,
By nie zacząć dnia.
Nieuwolnienie, niepożegnanie,
Więc znowu mnie masz.
Zwlekaj się z wyra i zrób se śniadanie.
Radę dasz.
Wstałem znów dzisiaj ze zgarbionym plecem
I nura w działanie, zanim się rozlecę.
Z rozkminek nie sklecę, nic więcej się nie da.
W kominek się gapię i dokładam drzewa.
I patrzę się w siebie i liczę płomienie,
A wiosna coś długo zamula pod śniegiem.
Choć temat zczajony już we wszystkie strony,
Wciąż proszę o więcej. W dłoni trzymam serce.
Po raz ostatni zdołałem uwierzyć,
Że władzę nad tym jakąś mam.
Przychodzą w nocy, a rano się leży,
By nie zacząć dnia.
Nieuwolnienie, niepożegnanie,
Więc znowu mnie masz.
Zwlekaj się z wyra i zrób se śniadanie.
Radę dasz.

79. Obława V

Lyrics

:

Martin Lechowicz

Music

:

Martin Lechowicz

e e6
Żyć w lasach nie musimy, nikt na nas nie poluje e e G D
Prowadzą nas na smyczy i śledzą każdy ruch e e G D
Bo mądry pies nie warczy, bo mądry pies waruje a G a e
Bo wie, że za to zawsze mieć będzie pełny brzuch C a C D e
Nikt broni nie wymierzy i nie podniesie pałki C D G e
Po dzikich, wolnych wilkach zostały tylko sny C D G e D
Nie krzykną już "obława", nie będzie żadnej walki C G a e
Bo nie ma więcej wilków, zostały tylko psy C D C D e
Każdego dnia wstajemy by nową stoczyć walkę
By jeszcze bezpieczniejsze, wygodne życie wieść
I o to byśmy mogli dla siebie mieć wersalkę
I o to byśmy częściej kiełbasę mogli jeść
Nikt broni nie wymierzy i nie podniesie pałki
Po dzikich, wolnych wilkach zostały tylko sny
Nie krzykną już "obława", nie będzie żadnej walki
Bo nie ma więcej wilków, zostały tylko psy
I nie ma na nas obław, nikt z nami nie chce walczyć
I nikt nas się nie boi - choć mamy jeszcze kły!
I dławi nas bezsilność, zew krwi nam w gardle charczy
Bo sami wiemy żeśmy tylko domowe psy
Nikt broni nie wymierzy i nie podniesie pałki
Po dzikich, wolnych wilkach zostały tylko sny
Nie krzykną już "obława", nie będzie żadnej walki
Bo nie ma więcej wilków, zostały tylko psy
I gdy mi powiedzieli, o starym mądrym wilku
Co odgryzł swoją łapę by z sideł wyrwać się
Słyszałem go jak krzyczy, choć dawno temu żył tu,
że tam jest moje miejsce, gdzie serce woła mnie
Ze snu się przebudzimy, gdy wezwie serca zew
Łańcuchy przegryziemy, i wyrąbiemy drzwi
I w lasy pobiegniemy, i zawrze w żyłach krew
Bo kiedy braknie wilków wilkami będą psy

80. Panna kminkowa

Lyrics

:

Jerzy Reiser

Obróciła się wiosna na pięcie G D G
Wyminęła się z latem we drzwiach C C7+ D
Wpatrywałaś się w okno zawzięcie G D G
Może wyjdzie kominiarz na dach C C7+ D G H7 e
Potem jechał gdzieś pociąg spóźniony e H7 e
Ktoś trzy asy wyłożył na stół C C97+ C6 D
A Ty kwiaty wkładałaś w wazony G C G
I słyszałaś z daleka stuk kół a C97+ C D
A tymczasem rozgościł się lipiec G D G
Na wesele zaprosił ze stu C C97+ D
Pasikonik pożyczył mu skrzypiec e H7 e
I w tym graniu tak biegłaś bez tchu C D
Panno kminkowa, panno lipcowa G D e D
Twoje są łąki, Twoje skowronki wszystkich łąk G G D D
Idziesz polami, w palcach łodyżkę masz e C D G C
I gryziesz kminek, czarny przecinek nasz G D G G
Panna kminkowa, panna lipcowa
Śmiać się gotowa letnia królowa kwietnych łąk
Idzie polami, w palcach łodyżkę ma
I gryzie kminek, czarny przecinek dnia
Noce śniły, budziły się ranki
Koniczyny poczwórny był liść
Rwałaś groszek zielony przed gankiem
Kiedy przyszło polami nam iść
Trwało lato i trwała muzyka
Rumieniłaś się wiśnią z mych ust
Las na wzgórzu horyzont zamykał
A Ty biegłaś ku niemu bez tchu
Panno kminkowa, panno lipcowa
Twoje są łąki, Twoje skowronki wszystkich łąk
Idziesz polami, w palcach łodyżkę masz
I gryziesz kminek, czarny przecinek nasz
Panna kminkowa, panna lipcowa
Śmiać się gotowa letnia królowa kwietnych łąk
Idzie polami, w palcach łodyżkę ma
I gryzie kminek, czarny przecinek dnia
A gdy lipiec się w drogę spakował
Oddał skrzypce i poszedł gdzieś w świat
Ty zostałaś mi, panno kminkowa
I łodyżki rzucane na wiatr
Jesień deszczem Twe łąki przemoczy
Zima śniegiem okryje na mróz
A gdy lipiec zaglądnie Ci w oczy
Znowu będziesz tak biegła bez tchu
Panno kminkowa, panno lipcowa
Twoje są łąki, Twoje skowronki wszystkich łąk
Idziesz polami, w palcach łodyżkę masz
I gryziesz kminek, czarny przecinek nasz
Panna kminkowa, panna lipcowa
Śmiać się gotowa letnia królowa kwietnych łąk
Idzie polami, w palcach łodyżkę ma
I gryzie kminek, czarny przecinek dnia

81. Petersburg

Lyrics

:

Jarhomir Nohavica

Music

:

Jarhomir Nohavica

Translation

:

Artur Andrus

Performer

:

Artur Andrus

Capo

:

2

W Petersburgu noc na dachy pada z nieba, a
żal mi serce rwie. F E a
Pies przybłęda nie tknął nawet skórki chleba,
którą podzieliłem się.
Książę Igor rozpędza Twoje smutki. C d E
Ja z rewolwerem nad szklanką czystej wódki. F H7 Adim E
Usiadł czarny kruk na dachach Petersburga. a
Niech to wszystko szlag. F E a
Za horyzont lecą ptaki ślepe,
a ja jedno wiem.
Wzdychasz duszo, mój szeroki stepie
już ostatnim tchem.
Mego żalu bezkresność niewymowna.
To Twoja wina Nadieżdo Iwanowna.
To Twoja wina, że mnie jutro znajdą
z przestrzelonym łbem.

82. Piosenka dla Grażki

Posłuchaj Grażko nowej piosenki, D e D
O rudym majstrze z głową jak płomień. D e D
Ten majster Grażko słowa próbuje, E G D
Jak życie swoje poskładać w dobry wiersz. e D e D
Dzyń, dzyń, krople kap, kap, D e
To stary kran dzwoni, bo pora już spać. G A D
Dzyń, dzyń, puka do drzwi D e
Pluszowy miś w łóżeczku z tobą chrap, chrap. G A D
I wiecznie szuka po całym domu,
Słówek wygrzanych ciepłem twych dłoni,
Lecz nie wiedzieć czemu, ostatnio znajduje
Coraz więcej zziębniętych, przemarzniętych i chorych.
Dzyń, dzyń, krople kap, kap,
To stary kran dzwoni, bo pora już spać.
Dzyń, dzyń, puka do drzwi
Pluszowy miś w łóżeczku z tobą chrap, chrap.
Nad miastem nocą, jak rudy cień
Czupryna majstra pochyla się
Gdy zaśniesz Grażko, majster wyruszy
Na spacer w głąb pióra po mleko, (jak zimno) i po chleb.
Dzyń, dzyń, krople kap, kap,
To stary kran dzwoni, bo pora już spać.
Dzyń, dzyń, puka do drzwi
Pluszowy miś w łóżeczku z tobą chrap, chrap.

83. Piosenka dla juniora i jego gitary

Lyrics

:

E. Stachura

Music

:

K. Myszkowski

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

G C e a D G
Gdy pokłócisz się z dziewczyną G D
(Nie życzę ci, lecz różnie jest); e C
Nie chciej zaraz marnie ginąć G h
Zaufaj mi, przekonasz się: C D D7
Skocz w pudło gitary a C
I tam rozłóż się obozem. G D
Skocz w pudło gitary, a C
Ratunkowym ona kołem. G D
Przeczekaj nachalną nawałnicę; F C
WyjdźŸ potem ze słońcem na ulicę! G D
WyjdŸź potem ze słońcem na ulicę! a C G
C e a D G
Gdy ci będzie jakoœ nie tak
(Nie życzę ci, lecz różnie jest)
Gdy ta słynna smuga cienia
Przypęta się, przerazi cię:
Skocz w pudło gitary
I tam rozłóż się obozem.
Skocz w pudło gitary,
Ratunkowym ona kołem.
Przeczekaj nachalną nawałnicę;
WyjdźŸ potem ze słońcem na ulicę!
WyjdŸź potem ze słońcem na ulicę!
Aż cię znowu noc dopadnie
(Nie życzę ci, lecz różnie jest);
Ciemny Bóg się tobš zajmie,
Lecz wtedy ty wywijasz się:
Skocz w pudło gitary
I tam rozłóż się obozem.
Skocz w pudło gitary,
Ratunkowym ona kołem.
Przeczekaj nachalną nawałnicę;
WyjdźŸ potem ze słońcem na ulicę!
WyjdŸź potem ze słońcem na ulicę!
I pomóż słońcu! a a
I pomóż słońcu! C C
I pomóż słońcu lœnić! G G
G D C G
C e a D G
G C e a D G

84. Piosenka o Pośle

Lyrics

:

Wojciech Bellon

Performer

:

Wolna Grupa Bukowina

Capo

:

2

Poślę dziewczynie torbę pomarańcz: F C G C
Niechaj ich wielkie kuliste głowy G D C G
W jej drobnych dłoniach radośnie tańczą F C G C
Taniec ogniście pomarańczowy. F C G C
Taniec ogniście pomarańczowy.
Poślę dziewczynie kwiaty niedrogie,
Co zapach ziemi płatkami kryją,
Rosnące cicho na kopcach mogił,
Takie nie swoje, jak ja - niczyje.
Takie nie swoje, jak ja - niczyje.
Poślę dziewczynie na liściach buka
Promienie słońca i wiatru zapach.
Choć długo będę po górach szukał,
Naniosę wreszcie je na liście - mapy.
Naniosę wreszcie je na liście - mapy.
Poślę dziewczynie ślad kół szeroki,
Co się nie kończy i nie zaczyna,
Odbity w kurzu spękanej drogi,
Po której schodzi z gór biała zima.
Po której schodzi z gór biała zima.
Poślę dziewczynie miłość do szlaków,
Do gór, połonin, bacowych gadek.
Poślę jej czerwień ze wszystkich maków,
A później chyba już sam przyjadę.
A później chyba już sam przyjadę.

85. Piosenka Wiosenna

Performer

:

Wolna Grupa Bukowina

Music

:

Wojciech Jarociński

Lyrics

:

Wojciech Belon

G D C G G D C G h
Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata e h C D
na ulic fletach, na nitkach babiego lata e h C D
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach G D G C
i wrześnie i stycznie i maje h7 C a7 D
i zagubione dźwięki i barwy na płótnach Vlamincka h7 a7 D7
i słońce wędrujące promienia ścieżynką h7 C7+ a7 D
Graj nam graj pieśni skrzydlata G D C G
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach h C D4 D
Zatańczymy się w sobie do lata G C95 G h7 C95
Zatańczymy się w sobie bez końca G D4 C95 D G
G D C G G D C G h
A blask co rozświetla me ręce gdy pisze e h7 a7 D
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy e h7 a7 D
Przez okno wyciekł pełna go, teraz chmara wronia G D G C
dziobi się w dziobów końcach, a w ogonach ogoni h7 C a7 D
A pieśń moja to niknie to wraca h7 a7 D7
i nie wiem co bym zrobił, gdybym ją utracił h7 C7+ a7 D

86. Piosenka zauroczonego

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

ciągnie mnie do ciebie a
jak mnicha do nieba a
cygana do skrzypiec e
głodnego do chleba e
jak pijaka do szklanki
do miodu niedźwiedzia
na oślep na pallicho
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie a G
ciągnie mnie do ciebie a G
ciągnie mnie do ciebie a G
ciągnie mnie do ciebie F E C a
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
jak wędrowca do drogi
karciarza do kart
na złe i na dobre
i na bógwiejak
i jak wszyscy diabli
i wszyscy anieli
co się w twoich oczach
tak na mnie zawzięli
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie
ciągnie mnie do ciebie

87. Poezja

Lyrics

:

Władysław Broniewski

Ty przychodzisz jak noc majowa, a e
biała noc, uśpiona w jaśminie, F G
i jaśminem pachną twoje słowa,
i księżycem sen srebrny płynie,
płyniesz cicha przez noce bezsenne
- cichą nocą tak liście szeleszczą-
szepcesz sny, szepcesz słowa tajemne,
w słowach cichych skąpana jak w deszczu...
To za mało! Za mało! Za mało!
Twoje słowa tumanią i kłamią!
Piersiom żywych daj oddech zapału,
wiew szeroki i skrzydła do ramion!
Nam te słowa ciche nie starczą.
Marne słowa. I błahe. I zimne.
Ty masz werbel nam zagrać do marszu!
Smagać słowem! Bić pieśnią! Wznieść hymnem!
Jest gdzieś radość ludzka, zwyczajna,
jest gdzieś jasne i piękne życie.
Powszedniego chleba słów daj nam
i stań przy nas, i rozkaż - bić się!
Niepotrzebne nam białe westalki,
noc nie zdławi świętego ognia -
bądź jak sztandar rozwiany wśród walki,
bądź jak w wichrze wzniesiona pochodnia!
Odmień, odmień nam słowa na wargach,
naucz śpiewać płomienniej i prościej,
niech nas miłość ogromna potarga.
Więcej bólu i więcej radości!
Jeśli w pięści potrzebna ci harfa,
jeśli harfa ma zakląć pioruny,
rozkaż żyły na struny wyszarpać
i naciągać, i trącać jak struny.
Trzeba pieśnią bić aż do śmierci,
trzeba głuszyć w ciemnościach syk węży.
Jest gdzieś życie piękniejsze od nędzy.
I jest miłość. I ona zwycięży.
Wtenczas daj nam, poezjo, najprostsze
ze słów prostych i z cichych - najcichsze,
a umarłych w wieczności rozpostrzyj
jak chorągwie podarte na wichrze.

88. Pokolenie

Performer

:

Kombii

Rodzisz się - to znak a F
Kocha cię ten świat C G
Barwy dnia twój krzyk i barwy nocy
Masz już parę lat
Czujesz w co się gra
Dobro zło i śmiech prosto w oczy
W bramie łyk jak skok F a
Kumple są jest noc F G
Ona jest o krok - już dorosłeś F a C G
Każde pokolenie ma własny czas F C
Każde pokolenie chce zmienić świat F a
Każde pokolenie odejdzie w cień F C
A nasze - nie G
Okres burz twój bunt
Wolność ma jej biust
Rzucasz dom by dom swój założyć
Dziecka płacz przez sen
Gorzki smak jej łez
I ta myśl by to godnie przeżyć
Każde pokolenie ma własny czas
Każde pokolenie chce zmienić świat
Każde pokolenie odejdzie w cień
A nasze - nie
Każde pokolenie ma własny głos
Każde pokolenie chce wierzyć w coś
Każde pokolenie rozwieje się
A nasze - nie
Droga na sam szczyt F G
A tam nie ma nic
Tylko ślady po... pokoleniach
Każde pokolenie ma własny czas
Każde pokolenie chce zmienić świat
Każde pokolenie odejdzie w cień
A nasze - nie
Każde pokolenie ma własny głos
Każde pokolenie chce wierzyć w coś
Każde pokolenie rozwieje się
A nasze - nie

89. Powroty II

Performer

:

Słodki Całus od Buby

Lyrics

:

K. Jurkiewicz

Music

:

K. Jurkiewicz

Do góry, w dół i maszyn szum, D
Dni jednakowych wolny strumień... C
I pragnień niecierpliwość
I zagłuszyć wspomnień już nie umiem...
I płynie łódka moich snów A
Na czarne morza twoich włosów, G / D
Cumuje tuż przy tobie, by
Twój zapach, twoje ciało poczuć.
Dzień jeszcze, tydzień, jeszcze dwa,
Czternaście długich dni i nocy...
I ile jeszcze zwątpień, by
Uwierzyć znowu w twoje oczy...
I usta nasze łączy strach:
Bo jeśli dało się zapomnieć...
Dotyków szukać, marzeń, snów,
Już dłonie biegną niespokojne.
Ty dobrze wiesz, jak długa noc, E
Noc w niepewności i zwątpieniach. D
I mówisz: Musisz odejść- idź,
Ten dom ci nie da zapomnienia.
Przy tobie blisko będę i H
Do ciebie zawsze znajdę drogę. A / E
I będę wracał dobrze wiesz-
Na stałe zostać tu nie mogę...

90. Preludium dla Leonarda

Na parterze w mojej chacie D
Mieszkał kiedyś taki facet, G D
Który dnia pewnego cicho do mnie rzekł: C G D
Gdy zachwycisz się dziewczyną, C G
Nie podrywaj jej na kino, D A
Ale patrząc prosto w oczy, szepnij słowa te: C G D
Jestem taki samotny h G
Jak palec albo pies. D A
Kocham wiersze Stachury C G
I stary dobry jazz. D A D
Szczęścia w życiu nie miałem, h G
Rzucały mnie dziewczyny. D A
Szukam ciechego portu, C
Gdzie okręt mój zawinie. G D
Po tych słowach z miłosierdzia
Padła już nie jedna twierdza
I nie jedna cnota chyżo poszła w las.
Ryba bierze na robaki
A panienka na tekst taki,
Który zawsze mówię, patrząc prosto w twarz.
Jestem taki samotny
Jak palec albo pies.
Kocham wiersze Stachury
I stary dobry jazz.
Szczęścia w życiu nie miałem,
Rzucały mnie dziewczyny.
Szukam ciechego portu,
Gdzie okręt mój zawinie.
Kiedy szał pierwszych zrywów minął
Zakochałem się w dziewczynie
Z Którą się na całe życie zostać chce
Chciałem rzec: będziemy razem
Zrozumiała mnie od razu
I jak echo wyszeptała słowa te.
Jesteś taki samotny
Jak palec albo pies.
Kochasz wiersze Stachury
I stary dobry jazz.
Szczęscia w życiu nie miałeś,
Rzucały Cię dziewczyny.
Szukasz ciechego portu,
Gdzie okręt twój zawinie.

91. Równoległe

Performer

:

Słodki Całus od Buby

A jeśli było to możliwe: D G
Na plaży już czekała noc, D G A
Pod granatowym baldachimem
Z niecierpliwości gęstniał mrok...
A jeśli było to możliwe:
Nad ranem w śnieżnobiałym łóżku
Puentować noc czerwonym winem,
Pośród kradzionych pocałunków...
Jedno wiem, jedno jest pewne, G A
W nieskończoności tajemniczej
Muszą się spotkać- na to liczę,
Nawet równoległe. D
Więc może wcale nie jest głupie,
Nocą pod twoim krążyć domem,
Samego siebie oszukując,
Samemu sobie wchodząc w drogę...
Więc może wcale nie jest głupie,
Liczyć na jeszcze jedną szansę,
Bez żadnej jasnej perspektywy,
Poza przestrzenią, poza czasem...
Jedno wiem, jedno jest pewne, G A
W nieskończoności tajemniczej
Muszą się spotkać- na to liczę,
Nawet równoległe. D
Więc jeśli jeszcze to możliwe E A
Naucz mnie milczeć, naucz śpiewać, E A H
Naucz mnie składać obietnice,
Naucz mnie już się więcej nie bać...
Więc jeśli było to możliwe,
A ja wiedziałem, ja wiedziałem,
Co ci odpowiem gdy zapytasz,
Czemu po prostu nie zostałem...
Jedno wiem, jedno jest pewne, A H
W nieskończoności tajemniczej
Muszą się spotkać- na to liczę,
Nawet równoległe. E

92. Re: Eat your brains

Lyrics

:

Jonathan Coulton

Heya Tom, it’s Bob.. from the office down the hall a F C C Cmaj7
Good to see you buddy, how’ve you been? a F G
Things have been OK for me except that I’m a zombie now Fdim a a7 D7
I really wish you’d let us in G
I think I speak for all of us when I say I understand F C E7 a
Why you folks might hesitate to submit to our demand F C E7 a
But here’s an FYI: you’re all gonna die.. screaming F f
All we want to do is eat your brains C G F G
We’re not unreasonable, I mean, no-one’s gonna eat your eyes C G F G
All we want to do is eat your brains C G F G
We’re at an impasse here, maybe we should compromise: a e F E
If you open up the doors F E d
We’ll all come inside and eat your brains F E F G C
I don’t want to nitpick, Tom, but is this really your plan?
To spend your whole life locked inside a mall?
Maybe that’s OK for now but someday you’ll be out of food and guns
And then you’ll have to make the call
I’m not surprised to see you haven’t thought it through enough
You never had the head for all that bigger picture stuff
But Tom, that’s what I do, and I plan on eating you.. slowly
All we want to do is eat your brains
We’re not unreasonable, I mean, no-one’s gonna eat your eyes
All we want to do is eat your brains
We’re at an impasse here, maybe we should compromise:
If you open up the doors
We’ll all come inside and eat your brains
I’d like to help you Tom, in any way I can Eb Cisdim Cis
I sure appreciate the way you’re working with me cis Ab
I’m not a monster Tom, well, technically I am e Cisdim f
I guess I am C
I’ve got another meeting Tom, maybe we could wrap it up
I know we’ll get to common ground somehow
Meanwhile I’ll report back to my colleagues who were chewing on the doors
I guess we’ll table this for now
I’m glad to see you take constructive criticism well
Thank you for your time I know we’re all busy as hell
And we’ll put this thing to bed
When I bash your head.. open
All we want to do is eat your brains
We’re not unreasonable, I mean, no-one’s gonna eat your eyes
All we want to do is eat your brains
We’re at an impasse here, maybe we should compromise:
If you open up the doors
We’ll all come inside and eat your brains

93. Rejtan, czyli raport ambasadora

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Music

:

Jacek Kaczmarski

Performer

:

Jacek Kaczmarski

Wasze wieliczestwo, na wstępie śpieszę donieść: a E
Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.
Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie
Stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt. a E A7
Muszę tu wspomnieć jednak o gorszącej scenie, d E
Której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt,
Zwłaszcza że miała ona miejsce w polskim sejmie,
Gdy podpisanie paktów miało skończyć się. d E a E
Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu,
Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi,
Z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
I nie chciał puścić posłów w uchylone drzwi.
Koszulę z piersi zdarł, zupełnie jak w teatrze,
Polacy – czuły naród – dali nabrać się:
Niektórzy w krzyk, że już nie mogą na to patrzeć,
Inni zdobyli się na litościwą łzę.
Tyle hałasu trudno sobie wyobrazić!
Wzniesione ręce, z głów powyrywany kłak,
Ksiądz Prymas siedział bokiem, nie widziałem twarzy,
Evidemment, nie było mu to wszystko w smak.
Ponińskij wezwał straż – to łajdak jakich mało, d g d
Do dalszych spraw polecam z czystym sercem go, d g d
Branickij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą, d E
Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut. d E a E
I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
Przewrócił krzesło i rozsypał monet stos,
A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
To też Potockij! (Ale całkiem autre chose).
Tak à propos, jedna z dwóch dam mi przydzielonych
Z niesmakiem odwróciła się wołając – Fu!
Niech ekscelencja spojrzy jaki owłosiony!
(Co było zresztą szczerą prawdą, entre nous).
Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa.
Autorytetu władza nie ma tu za grosz,
I bez gwarancji nadal dwór ten finansować
To może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.
Tuż obok loży, gdzie wśród dam zająłem miejsce, a E
Szaleniec jakiś (niezamożny, sądząc z szat) a E
Trójbarwną wstążkę w czapce wzniósł i szablę w pięści – a E a
Zachodnich myśli wpływu niewątpliwy ślad! d E a
Tak, przy okazji – portret Waszej Wysokości
Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić,
Że się nie cieszy wcale należytą czcią.
Król, przykro mówić, też nie umiał się zachować,
Choć nadal jest lojalny, mogę stwierdzić to;
Wszystko, co mógł – to ręce do kieszeni schować,
Kiedy ten mnisi lis Kołłątaj judził go.
W tym zamieszaniu spadły pisma i układy.
– Zdrajcy! – krzyczano, lecz do kogo, trudno rzec.
Polityk przecież w ogóle nie zna słowa „zdrada”,
A politycznych obyczajów trzeba strzec.
Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika a
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz. E7
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka, a E
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse. a E
Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!

94. Rozmowy

C e F G
C e F G
Są modlitwy C
Jak ptaki niewidome G
Które bezkres celu przeraża F G
Są twarze
Pozornie znajome
I zdarzenia
W których się zdarzasz
Są modlitwy C
Które zetrze G
Pierwszy podmuch ciała F G
- chyba płakałaś C
chyba płakałaś e
chyba płakałaś F G
Są modlitwy
Które nikt nie wysłucha
To nieprawda, to nieprawda
I te, z których niebieskość czytasz
Dopiero dziś się pytasz
Dopiero się pytasz
Dopiero się pytasz
Dopiero się pytasz
Są modlitwy D
Jak ptaki niewidome A
Które bezkres celu przeraża G A
Są twarze
Pozornie znajome
I zdarzenia
W których się zdarzasz
Są modlitwy D
Które zetrze A
Pierwszy podmuch ciała G A
- chyba płakałaś D
chyba płakałaś fis
chyba płakałaś G A

95. Shepard Song

Performer

:

Miracle of Sound

d F G
From Omega to Mars d
From the Council to the seediest bars F G
From the reaches of space
To the pillars of Asari grace
There are battle-worn batarians lacking in humility
Turians a braggin' bout their reach and flexibility
The clutter of the cities spreads to the loneliest stars d F G
But no matter what scars you bear F G
Whatever uniform you wear B C
You can fight like a Krogan, run like a leopard
But you'll never be better than Commander Shepard
In the Citadel's halls
Inside the shining walls
Hear the stories from Earth
Fighters try to prove their worth
Salarian science smothered in idium
About as stimulating as scanning for irridium
But one tale holds every mind enthralled
But no matter what scars you bear F G
Whatever uniform you wear B C
You can fight like a Krogan, run like a leopard
But you'll never be better than Commander Shepard
COMMAAANDERRRR SHEEEPAAAARD d
'Cos no matter what scars you bear
Whatever uniform you wear
You can fight like a Krogan, run like a leopard
But you'll never be better than Commander Shepard
You can fight like a Krogan, run like a leopard
But you'll never be better than Commander Shepard
You can fight like a Krogan, run like a leopard
But you'll never be better than Commander Shepard
d
Never be better than Commander Shepard F G d
Never be better than Commander Shepard
Never be better than Commander Shepard
Never be better than Commander Shepard

96. Siedem grzechów głównych

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Music

:

Przemysław Gintrowski

Wielkich upadków więcej widzieliśmy, niż wzlotów, fis G A G fis
Byliśmy oczywiście na uczcie Baltazara,
Uczyliśmy się mowy zwycięskich Wizygotów e fis G fis e
Na służbie ostatniego przepiwszy żołd Cezara. fis G A G fis
Przeżyliśmy Rolanda, by świadczyć śmierć Karola,
Pozostałościom mocarstw nie oczekiwać łaski.
Razem z Ludwikiem Świętym widząc się w aureolach
Wyrzygiwaliśmy krew w jerozolimskie piaski.
Co było wszechpotężne — zdaje się niedorzeczne.
Gdzie słodka woń Arabii? Gdzie tajemniczy Syjam?
Religie tysiącletnie też nie są dla nas wieczne
I demokracja kwitnie, dojrzewa i przemija...
A nas wiedzie siedem demonów, co nami się karmią: G D e
Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią, G D a C e
Chciwość wczepiła się w' siodło i grzebie po sakwach,
Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa. C G a
Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu, G D a C e
Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu, G D a C e
Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija, C G a
A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija. G D a C e
Tak zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa G D / Fis e
Stawiamy nadal i obalamy mocarstwa.
Każdemu więc z imperiów bezsprzecznie zasłużeni e fis G A e
My — ludzie pióra, miecza lub zajęczego lęku G A h A h
Jesteśmy grabarzami swych własnych dzieł stworzenia, D C h C a
Zajęczym lękiem niszcząc je, mieczem lub piosenką. C h a h G
Samotnie wędrujemy po dawnych bitew szlakach, h a G a fis
Którymi dzisiaj rządzi chwast, kamień lub jaszczurka G fis G e
Wierzchowiec się potyka, bo ciąży mu kulbaka e fis G A e
I jeździec w pełnej zbroi błądzący po pagórkach. G A h A h
jesteśmy jak zwierzęta — z rytmami śmierci zżyte, D C h C a
Choć człowiek w nas — do Nowej wciąż prze Jerozolimy; C h a h G
Więc nastawiamy ucha na echa nowych bitew, h a G a fis
Bo wiemy, że na pewno je w końcu usłyszymy... a G fis G e
I wiedzie nas siedem demonów, co nami się karmią:
Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią,
Chciwość wczepiła się w' siodło i grzebie po sakwach,
Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa.
Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu,
Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu,
Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija,
A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija.
Tak zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa
Będziemy nadal stawiać i zwalać mocarstwa.

97. Smutek

Lyrics

:

Krzysztof Jurkiewicz

Music

:

Krzysztof Jurkiewicz

Taka jesteś dzisiaj śliczna, nawet z papierosem, D G D
Gdy uwodzicielsko patrzysz poprzez tytoniowy dym. G A
Taka jesteś dzisiaj śliczna, lecz nie pytaj proszę, D G D
Skąd w piosenkach moich takie gorzkie łzy. G A D
Gdy naprawdę przyjdzie smutek, G
Zaraz pojmiesz wszystko. D
Jest jak step bezkresny tak, h
Że tylko do księżyca wyć. E7 A
A ja nawet jeszcze nie zacząłem D
Śpiewać po rosyjsku, G D
Jeszcze nie zacząłem wódki G A
Szklanką pić. D
Taka jesteś dzisiaj dobra, serca tak wielkiego,
Żeby smutek mój ukoić, zaraz ofiarujesz się.
Jak sanitariuszka- wiesz- z powstania warszawskiego,
Każdą z setki moich ran opatrzyć chcesz.
A mój smutek jest jak noc
Skąpana w samotności,
Jak niesiona wiatrem w ciemność
Wątła pajęczyny nić.
A ja nawet jeszcze nie zacząłem
Śpiewać o miłości,
Nie zacząłem wątpić w to
Że warto żyć.
Taka jesteś dzisiaj mądra, tak rozumiesz wszystko,
Zda się łapiesz w locie każdą niewypowiedzianą myśl.
Taka jesteś dzisiaj mądra- lepiej odejdź szybko,
By nie rozczarował cię deszczowy świt.
Smutku który we mnie płonie
Ugasić się nie da,
Jest jak torfowisko, co się będzie wiecznie
Pod powierzchnią tlić.
A ja nawet jeszcze nie zacząłem
Tak naprawdę śpiewać
Tak naprawdę nie zacząłem
Sobą być

98. Sprzysiężeni

Lyrics

:

Wojciech Belon

Music

:

Wojciech Belon

Performer

:

Wolna Grupa Bukowina

Capo

:

4

Sprzysiężeni budząc się świtem a E D
Przykrywają palcami oczy F C E
By w nich zatrzymać chociaż przez chwilę a G D
Nić wysnutą z osnowy nocy C E F G
Nić co nieba barwą się mieniąc C D
Diratisimę w ścianie kreśli C D
Potem dnia zakładają brzemię h A
i ruszają w drogę ku szczęściu C E7 a
Mija dzień koło się toczy a C G E
Marzeniami kładą się cienie a C D F
I doradza się każdej nocy a G E
I odradza się każdej nocy a C D F
Sprzysiężenie górskiego kamienia C E a
Sprzysiężeni przyjazne dłonie
plotą w węzeł nad ogniem watry
i wpatrzeni w gasnący płomień
nucą pieśni pachnące wiatrem
Nie rozplotą ni burze ni waśnie
tego co złączone przez ogień
Słońce wokół - wciąż jaśniej jaśniej
Zakwitł kamień dziś górskim głogiem
A gdy wiatr sprzysiężonym w oczy zawieje a C G a
Bliski uśmiech w cień nocy odejdzie
Bukowina opuszcza ramiona d a
Bukowina łeb pochyla siwy d a E
Czas odpływa a z czasem smutek kona a C G
Lecz wspomnienia pozostają żywe a E a

99. Still alive

Lyrics

:

Jonathan Coulton

Music

:

Jonathan Coulton

Performer

:

GLaDOS

This was a triumph h D h D
I’m making a note here: huge success h D h D
It’s hard to overstate my satisfaction e A D h D
Aperture Science h D h D
We do what we must because we can h D h D h
For the good of all of us e A
Except the ones who are dead B
But there’s no sense crying over every mistake F C B F
You just keep on trying till you run out of cake
And the science gets done and you make a neat gun g C F d
For the people who are still alive B A D h D
I’m not even angry
I’m being so sincere right now
Even though you broke my heart and killed me
And tore me to pieces
And threw every piece into a fire
As they burned it hurt because
I was so happy for you
Now these points of data make a beautiful line
And we’re out of beta, we’re releasing on time
So I’m glad I got burned, think of all the things we learned
For the people who are still alive
Go ahead and leave me
I think I’d prefer to stay inside
Maybe you’ll find someone else to help you
Maybe Black Mesa
That was a joke, ha ha, fat chance
Anyway this cake is great
It’s so delicious and moist
Look at me still talking when there’s science to do
When I look out there it makes me glad I’m not you
I’ve experiments to run, there is research to be done
On the people who are still alive
And believe me I am still alive
I’m doing science and I’m still alive
I feel fantastic and I’m still alive
And while you’re dying I’ll be still alive
And when you’re dead I will be still alive
Still alive D h
Still alive

100. Stukot kół

Performer

:

Czerwony Tulipan

a E7 a E7 a E7 a E7 G
Posiedźmy jeszcze chwilę na ławce, na peronie C G
nim nas zabiorą w podróż bilety przedawnione G C E
wszystko im jedno dokąd, dworce są takie same, a E
miasta tak samo obce, gdy mijasz je nad ranem. E a E a G
Jeszcze tobie marzy się ucieczka
chcesz zapomnieć o nas choć przez chwilę.
To dlatego nagle sporządniałeś -
przestałeś palić, rzuciłeś wódkę, zbierasz an bilet. E a E a
... a E7 a E7

101. Ta sama chwila

Performer

:

Bajm

Mów, niech twoje slowa zbudza krew, F C d
Niech wszystko bedzie juz O.K. C B
Jest tyle miejsc, do których powrócimy. F B Csus4 C
Mów, niech twoje slowa zburza mur,
niech twoje dlonie zniszcza chlód,
Ten nagly chlód, co sercu przyniósl zime.
Nie odnajdzie wiecej nas ta sama chwila. F C d7 B Csus4 C
Nie odnajdzie wiecej nas ta sama chwila.
Niech kazdy dzien dodaje nam sil, Dis B F C
Moze znajdziemy siebie znów.
Mów, chce tego bardziej niz ty sam,
Milosc mocniejsza jest od skal.
Obiecaj mi lawine uniesienia.
Mów, chce byc przy tobie blisko tak,
Wiem, ze tych slów nie zmieni czas,
Dopóki jest, dopóki jest nadzieja.
Nie odnajdzie wiecej nas ta sama chwila.
Nie odnajdzie wiecej nas ta sama chwila.

102. Tawerna Pod Pijaną Zgrają

Kiedy niebo do morza przytula się z płaczem C E7 a F
Licho sosny garbate do reszty wykrzywia C G d7 G
Brzegiem nocy wędrują bezdomni tułacze C E7 a F
I nikt nie wie, skąd idą, jaki wiatr ich przywiał C F G C
Do tawerny "Pod pijaną zgrają" F G C a
Do tańczących, rozhukanych ścian F G C a
I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddają F G C A7
Nie pytając, czyś ty kiep, czy drań d G C C
Kiedy wiatry noc chmurną przegonią za wodę
Gdy pół słońca, pół nieba, pół morza rozpali
Opuszczają wędrowcy uśpioną gospodę
Z pierwszą bryzą znikają w pomarszczonej dali
A w tawernie "Pod pijaną zgrają"
Spływa smutek z okopconych ścian
A dziewczyny z półgrosików amulety układają
Na kochanie, na tęsknotę i na żal
Kiedy chandra jesienna jak mgła Cię otoczy
Kiedy wszystko postawisz na kartę przegraną
Zamiast siedzieć bezczynnie i płakać lub psioczyć
Weź węzełek na plecy, ruszaj w świat w nieznane
Do tawerny "Pod pijaną zgrają"
Do tańczących, rozhukanych ścian
I do dziewczyn, które serca za złamany grosz oddają
Nie pytając, czyś ty kiep, czy drań

103. Tu trzeba krzyczeć

Performer

:

Pidżama Porno

Lyrics

:

Krzysztof 'Grabaż' Grabowski

Są w tym rządzie same wampirzyce i alfonsy e D
Same niemodne kiecki i oplute wąsy C e
Są w tym kraju gęby tylko by śpiewały amen e D
Chwała Najwyższemu  Prowadź wodzu na parlament C e D
Tu trzeba krzyczeć trzeba się drzeć x3 e D
Tu trzeba krzyczeć a
Ci co jeszcze nie powstali już się pokłócili
Kto będzie najważniejszy przy stole na wigilii
Sprawa ta jest prosta przekaz oczywisty
Świat nie umrze z przejedzenia my umrzemy z nienawiści
Tu trzeba krzyczeć trzeba się drzeć x3
Tu trzeba krzyczeć
Żadnej zbrodni nie popełnił a go utopili w grzechach
Bomba nie wybuchła a Hitler nie dojechał
To jak na egzamin złe napisać ściągi
Wodę w morzu solić i gwizdać na pociągi
Tu trzeba krzyczeć trzeba się drzeć x3
Tu trzeba krzyczeć
Na słabych i bezbronnych policyjne trąbią surmy
Ten gnój to prokurator musi mieć coś z kurwy
Gdzie byłeś co zrobiłeś na więcej nie pozwolę
Weź mnie teraz nie przepraszaj teraz to ja cię pierdolę
Tu trzeba krzyczeć trzeba się drzeć x3
Tu trzeba krzyczeć

104. Twój pierwszy elementarz

Lyrics

:

Rudi Shuberth & Wały Jagiellonskie

Music

:

Rudi Shuberth & Wały Jagiellonskie

Performer

:

Wały Jagiellonskie

Ala ma Asa, As to Ali pies, G E7 A7 D7
Nikt się z nim nie bawi, bo szkolony jest. G E7 A7 D7
Ola miała kota, lecz zagryzł go As, G G7 C G0
Wszyscy bardzo się boimy, by nie zagryzł nas. C G D G
To jest pszczółka Maja, a tu stoi ul,
To jest Ali tata co żyje jak król,
Mógłby być konsulem gdyby tylko chciał;
Tata Oli siedzi w ulu bo za mało brał.
Twój pierwszy elementarz, powiedz czy, D G E7 A7 D7
Jeszcze coś pamiętasz z tamtych dni. G E7 A7 D7
Kiedy byłeś mały i piękny był świat, G G7 C G0
Dzisiaj jakby trochę zbrzydł i zbladł. C G D G
To jest Ala z domku, to Ola z M-2,
Obie z jednej klasy, z klasy I A,
Mają dobre stopnie, pilnie uczą się
Jak murzynek Bambo źle ma w czarnej Afryce.
To jest popelina a tu cenny wkład,
Tu jest druga Polska a tam trzeci świat,
To jest obcy reżim a to własny wikt
Co ma piernik do wiatraka nie wie w klasie nikt.
Twój pierwszy elementarz, powiedz czy,
Jeszcze coś pamiętasz z tamtych dni.
Przemija epoka i zmienia się świat,
Elementarz się nie zmienia już od wielu lat.
To jest pan robotnik, a to jest pan chłop,
Tu są nowe drogi a tutaj znak stop,
Wokół rośnie zborze i kominów las,
A panowie z telewizji kręcą cały czas.
To jest wielka płyta a tam stoi dźwig,
Domy wznosi murarz, żeby rosły w mig,
Ale żeby murarz domy wznosić mógł
Czuwać musi żołnierz, czuwać musi żołnierz G C G C
Czuwać musi żołnierz, by nie przeszkodził wróg - nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! G C G D G

105. U studni

Performer

:

Stare Dobre Małżeństwo

Spotkamy się kiedyś u studni E A
Wkoło będzie zielono E
Nasze żony będą odświętne E
Nawet wódkę wypić pozwolą A H
Spotkamy się kiedyś u studni
Takiej zwykłej - z kołowrotem
Woda w niej będzie chłodna
W świat uwierzymy z powrotem
Spotkamy się u studni A
Być może że na drugim świecie H E
Bóg przecież jest łaskawy A
I pewnie da nam tę pociechę H E
Spotkamy się kiedyś u studni
Z wiecznie żywą wodą
Bellona też zaprosimy
On przecież będzie polewał
Spotkamy się u studni
I będziemy znów tacy młodzi
Nasze żony będą piękne
Nam wódka nie będzie szkodzić

106. W leśniczówce

Music

:

J Reiser

Lyrics

:

Konstanty Ildefons Gałczyński

Tu, gdzie się gwiazdy zbiegły w taką kapelę dużą C d7 e F7+ C E
Domek z czerwonej cegły rumieni się na wzgórzu a F7+ d G G55+
Za oknem las i pole, las – rozmowa sosnowa C d7 e F7+ C E
Dzień minął i na stole stoi lampa naftowa a F7+ C G C
I płynie koncert wielki przez dęby i przez świerki G C G A d
Cienie na każdej ścianie – nocne muzykowanie F A d C G C
Tańczy noc – rozśpiewała się G C
Po pagórkach, po kotlinach G A d
Tańczy noc – roztańczyła się G C
W wieńcu z dzikiego wina F C G
Dmie wiatr w srebrne pasma chmur G C
A każda chmura inna E a G
Tańczy noc – roztańczyła się F C a
W wieńcu z dzikiego wina d G C F7+ C
Wiatr chodzi nad jeziorem – trąca dęby i graby
Już wieczór, a wieczorem znów zaświecamy lampy
I płynie koncert wielki przez dęby i przez świerki
Lamp lśnienie, migotanie – nocne muzykowanie
Tańczy noc – rozśpiewała się
Po pagórkach, po kotlinach
Tańczy noc – roztańczyła się
W wieńcu z dzikiego wina
Dmie wiatr w srebrne pasma chmur
A każda chmura inna
Tańczy noc – roztańczyła się
W wieńcu z dzikiego wina
Gwiazdy jak śnieg się sypią, do leśniczówki wchodzą
Każdą okienną szybą, każdą wrześniową nocą
I płynie koncert wielki przez dęby i przez świerki
Księżyc na każdej ścianie – nocne muzykowanie
Tańczy noc – rozśpiewała się
Po pagórkach, po kotlinach
Tańczy noc – roztańczyła się
W wieńcu z dzikiego wina
Dmie wiatr w srebrne pasma chmur
A każda chmura inna
Tańczy noc – roztańczyła się
W wieńcu z dzikiego wina

107. W naszym niebie

Lyrics

:

M. Łangowski

Music

:

M. Łangowski

Performer

:

Cisza Jak Ta

Jeszcze śpisz h
Za rzęsami schowana D
Błękit nieba G*
Uwięziony w Twoich oczach e*
Ciepły głos
Jeszcze w ustach uśpiony
W Twoich włosach
Jeszcze śpi wiosenny wiatr
Jeśli chcesz G
Wypuść spod powiek wiosnę D
Wypuść błękit radosny h
Moje niebo... A
Jeśli chcesz
Niech motyle Twych słów
Z ciepłych wyfruną ust
W moje niebo...
Jeszcze śpię
W Twoje myśli wsłuchana
W ciepły oddech
I tak znaną melodię
Moje serce
bije przecież tak samo
Jest tak Twoje
Że go sama nie poznaję
Jeśli chcesz
Żeby snu nadszedł kres
Jeśli dzień zbudzić chcesz
W naszym niebie
Przytul mnie
Za oknami znów deszcz
Lecz wiosennie nam jest
W naszym niebie
Chcę przytulać Ciebie już od rana G
Tulić Twoje włosy jedwabne, kochane D
Patrzeć w piersi Twojej lekkie falowanie h
Zwabić promień słońca w twych oczach nad ranem A
Będę tulić Ciebie, skarb najcenniejszy
W deszczu kroplach za oknem wypatrywać tęczy
Wszystkie wiosny kwiaty zakwitną dla Ciebie
W naszym niebie...

108. Walka Jakuba z Aniołem

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

A kiedy walczył Jakub z aniołem A
I kiedy pojął że walczy z Bogiem E
Skrzydło świetliste bódł spoconym czołem fis
Ciało nieziemskie kalał pyłem z drogi cis
I wołał Daj mi Panie bo nie puszczę D E
Błogosławieństwo na teraz i na potem h E
A kaftan jego cuchnął kozim tłuszczem h E
A szaty Pana mieniły się złotem
On sam zaś Pasterz lecz o rękach gładkich
W zapasach wołał: Łamiesz moje prawa
I żądasz jeszcze abym sam z nich zakpił
Ciebie co bluźnisz grozisz błogosławił! -
A szaty Pana mieniły się złotem
Kaftan Jakuba cuchnął kozim tłuszczem
- W niewoli praw twych i w ludzkiej niewoli
Żyłem wśród zwierząt obce karmiąc plemię
Jeśli na drodze do wolności stoisz
Prawa odrzucę precz a Boga zmienię! D E A h E A
I w tym spotkaniu na bydlęcej drodze
Bóg uległ i Jakuba błogosławił
Wprzód mu odjąwszy władzę w jednej nodze
By wolnych poznać po tym że kulawi

109. Wędrujemy

Lyrics

:

Tom Borkowski

Music

:

Magda Snarska

Performer

:

Na Bani

Wędruję ścieżką od ciebie do ciebie A2
Choć droga prowadzi tylko przez góry fis F A2
Przez świat zatopiony wierzchołkami w niebie
Dwa światy znam – lecz ten mój to który ?
Góry rozpadły się w stos fotografii D E7
Poprzecinane wąwozami miasta A2 fis F A2
Ale ty mój świat ułożyć potrafisz
I świat znów zaczyna w góry się zrastać
Góry to nasze spiętrzone marzenia C G a F
W górach ludzie jak one rosną ku niebu
Morze szczytów nas w żeglarzy przemienia
Sterujących coraz dalej od brzegu od brzegu
Góry to ludzie, którzy je niosą w plecaku
Ludzie są jak góry, które noszą w sobie
Gdzie oczy poniosą wędrujemy szlakiem
A u celu i tak czeka drugi człowiek
Wędruję ścieżką od ciebie do ciebie
Choć nie ma drogi poza górami
Już poza tobą świata nie dostrzegam
Zawieszona między dwoma światami
Tęsknię za tobą na pustych szczytach
Lecz mój wzrok nie sięga w doliny
U świata krawędzi z chmur skłębionych czytam
Świat na tobie się kończy na tobie zaczyna
Góry to nasze spiętrzone marzenia C G a F
W górach ludzie jak one rosną ku niebu
Morze szczytów nas w żeglarzy przemienia
Sterujących coraz dalej od brzegu od brzegu
Góry to ludzie, którzy je niosą w plecaku
Ludzie są jak góry, które noszą w sobie
Gdzie oczy poniosą wędrujemy szlakiem
A u celu i tak czeka drugi człowiek
Góry to nasze spiętrzone marzenia D A h G
W górach ludzie jak one rosną ku niebu
Morze szczytów nas w żeglarzy przemienia
Sterujących coraz dalej od brzegu od brzegu
Góry to ludzie, którzy je niosą w plecaku
Ludzie są jak góry, które noszą w sobie
Gdzie oczy poniosą wędrujemy szlakiem
A u celu i tak czeka drugi człowiek

110. We are going to be friends

Fall is here, hear the yell G
back to school, ring the bell G
brand new shoes, walking blues C
climb the fence, books and pens G
i can tell that we are gonna be friends D C G
walk with me, suzy lee
through the park, and by the tree
we will rest upon the ground
and look at all the bugs we`ve found
then safetly walk to school without a sound
well here we are, no one else
we walked to school all by ourselves
there`s dirt on our uniforms
from chasing all the ants and worms
we clean up and now it`s time to learn
numbers. letters, learn to spell
noun, and books, and show and tell
at playtime we will throw the ball
back to class, through the hall
teacher marks our height against the wall
and we don`t noticeany time pass C G
we don`t notice anything C G
we sit side by side in every class D
teacher thinks that i sound funny C
but she likes the way you sing D
tonight i`ll dream while i`m in bed
when silly songs go through my head
about the bugs and alphabet
and when i wake tomorrow i`ll bet
that you and i will walk together again
(cuase i can tll that we are going to be friends) D C G

111. Wiosna idzie

Lyrics

:

Olek Grotowski

Music

:

Olek Grotowski

Raz staruszek w lesie koło Krosna, e A7 e
Ujrzał pączek niewielki na drzewie. e A7 H7
I pomyślał: „znowu idzie wiosna”. e A7 e
Wiosna idzie , „lecz nikt o tym nie wie”. C H7 e
I podreptał do chaty po dróżce C D G e
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie tak samo staruszce:
„Wiosna idzie, raduj się Agato.” C H7 e
Zaś staruszka wzruszyła się szczerze,
I z radości aż klasnęła w dłonie:
„Możesz przestać chodzić w pulowerze”.
Wkrótce pewnie zakwitną jabłonie.
Może zrobić się ciepło już jutro
Lub pojutrze a może za tydzień.
Trzeba będzie schować w kufrze futro.
Co za radość: wiosna, wiosna idzie.”
A był styczeń, śnieżyca okrutna .
Mróz siarczysty aż odrywał uszy.
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
Że już wkrótce wiosna ku nam ruszy.
Ale cóż, oni żyli najdłużej,
Mieli swoje staruszkowe zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Wiosna przyjdzie i zakwitną sady.

112. Wojna postu z karanawałem

Performer

:

Jacek Kaczmarski

Lyrics

:

Jacek Kaczmarski

Niecodzienne zbiegowisko na śródmiejskim rynku e
W oknach, bramach i przy studni, w kościele i w szynku.
Straganiarzy, zakonników, błaznów i karzełków
Roi się pstrokate mrowie, roi się wśród zgiełku.
Praca stała się zabawą, a zabawa - pracą: e D C D C D e
Toczą się po ziemi kości, z kart się sypią wióry,
Nic nie znaczy ten, kto nie gra, ci co grają - tracą
Ale nie odróżnić w ciżbie który z nich jest który.
W drzwiach świątyni na serwecie krzyże po trzy grosze, e D G D C D e
Rozgrzeszeni wysypują się bocznymi drzwiami.
Klęczą jałmużnicy w prochu pomiędzy mnichami,
Nie odróżnić, który święty, a który świętoszek.
Oszalało miasto całe, e C e D C D e
Nie wie starzec ni wyrostek C D e
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał - postem!
Dosiadł stulitrowej beczki kapral kawalarzy
Kałdun - tarczą, hełmem - rechot na rozlanej twarzy.
Zatknął na swej kopii upieczony łeb prosięcia,
Będzie żarcie, będzie picie, będzie łup do wzięcia.
Przeciw niemu - tron drewniany zaprzężony w księży,
A na tronie wychudzony tkwi apostoł postu.
Już przeprasza Pana Boga za to, że zwycięży,
A do ręki zamiast kopii wziął Piotrowe Wiosło.
Prześcigają się stronnicy w hasłach i modlitwach,
Minstrel śpiewa jak to stanął brat przeciwko bratu.
W przepełnionej karczmie gawiedź czeka rezultatu,
Dziecko macha chorągiewką - będzie wielka bitwa.
Oszalało miasto całe,
Nie wie starzec ni wyrostek
Czy to post jest karnawałem,
Czy karnawał - postem!
Siedzę w oknie, patrzę z góry, cały świat mam w oku,
Widzę co kto kradnie, gubi, czego szuka w tłoku.
Zmierzchem pójdę do kościoła, wyspowiadam grzeszki,
Nocą przejdę się po rynku i pozbieram resztki.
Z nich karnawałowo-postną ucztą jak się patrzy e C e D C D e C D e
Uraduję bliski sercu ludek wasz żebraczy.
Żeby w waszym towarzystwie pojąć prawdę całą:
Dusza moja - pragnie postu, ciało - karnawału!

113. Wróżba z kart

Performer

:

Siudma Góra

Liści zielenią zagrajcie h Fis G Fis
Wino już dawno gra w żyłach
W dół lecą żołędzie, krajce A G
Nagroda twa, kara mija G Fis
h Fis G Fis
A tu triumfy święcą źli gracze
Bo ile fortuna jest warta
Powiedzą ci, co karty znaczą
Gdy nie masz szczęścia w tych kartach
Nieważne, kto miał prawa, ale kto wziął lewy h G h G
Nie kto był co wart, tylko kto miał fart G Fis
Jak stary szuler los rozdaje kredyt
Wina i kara są z różnych talii kart
Chowaj karty tuż przy orderach
W świetle same grają kolory
Ostatni dzwonek – to teraz
Krzyż pański, serce moje
Kto powie pas, opuści kolej
Nie będzie mógł popuścić pasa
Gdy runie domek z kart na stole
Na szczęście miej w rękawie asa
Nieważne, kto miał prawa, ale kto wziął lewy
Nie kto był co wart, tylko kto miał fart
Jak stary szuler los rozdaje kredyt
Wina i kara są z różnych talii kart
Czerwień serc na krzyż przecięta
Na krzyżu nie szukaj Boga
Na jedną kartę rzuć szczęście
Lecz drogo zapłacisz, ma droga
Tu dzwonki biją i serca
A serce pika przebija
Kto nie ma w kartach szczęścia
Tego też nie stać na miłość
Nieważne, kto miał prawa, ale kto wziął lewy
Nie kto był co wart, tylko kto miał fart
Jak stary szuler los rozdaje kredyt
Wina i kara są z różnych talii kart

114. Wróżby wiosenne

Lyrics

:

Jerzy Reiser

Jeśli chciałbyś być moim światem C A d F
Muszę wiedzieć, czyś tego wart C G F C
Musisz spotkać mnie kiedyś latem
By powróżyć z akacji kart
Licz, jak chcesz, i pamiętaj o tym F B F
Żeby został ten jeden liść d C G
Jeśli chciałbyś być moim światem C A d F
Wiesz już teraz, z czym do mnie przyjść C G F C
Jeśli chciałbyś mieć ze mną dzieci
Muszę wiedzieć, co niesie los
Siądź na pniu, kiedy słońce świeci
By się wsłuchać w kukułki głos
Licz, jak chcesz, i pamiętaj o tym
Żebyś miał z sobą chociaż grosz
Gdy poczujesz mej ręki dotyk
Możesz posłać po kwiatów kosz
Jeśli chciałbyś być moim niebem
Muszę wiedzieć, czy wytrwasz w tym
Czy się manna rozmnoży chlebem
Czy rozwieje w niebieski dym
Spójrz na gwiazdy nad swoim domem
Może znajdziesz mej gwiazdy blask
Jeśli chciałbyś być nieboskłonem
Otwórz okno w wieczoru czas
Jeśli chciałbyś układać wiersze
Muszę wiedzieć, czy będę w nich
W wierszach łzy przecież są najszczersze
Łzy radości i godzin złych
Licz, jak chcesz sylab nieporządek
Abyś rymu nie zgubił gdzieś
Jeśli chciałbyś popłynąć z prądem
Napisz dla mnie choć jeden wiersz

115. Zabraknie Ci Psa

Lyrics

:

Edward Stachura

Music

:

Krzysztof Myszkowski

Ja sobie pójdę precz, A G
Pójdę precz daleko, D
Do Zagubinowa. A
W oddali zniknie A
Głowa moja płowa. G D A
Lecz jeszcze, o, pani, C
Doczekasz się dnia... G
Zabraknie ci psa! D A
Lecz jeszcze, o, pani, C
Doczekasz się dnia... G
Zabraknie ci psa! D A
Nie będę łasił się,
Do rąk twych przypadał,
A ty jak ta skała.
Nie będę skamlał,
Żebyś mnie pogłaskała.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Co uzyskuje się
Łkaniem i błaganiem?
Niechaj wie, kto nie wie:
Dziewczęce serce
Coraz bardziej twardnieje.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Ja sobie pójdę precz,
Pójdę precz daleko,
Może Patagonia.
Tak, żebyś była
Bardzo zadowolona.
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!
Lecz jeszcze, o, pani,
Doczekasz się dnia...
Zabraknie ci psa!

116. Zakochani

Performer

:

Wolna Grupa Bukowina

C G D C C G D C
W śniegu słońcem połączeni G D C G
plotąc tkliwości przędzę F9/6 C G h
ponad czasem żyją e D
sami w wirze zdarzeń e D
krok za krokiem C D
krok za krokiem h e
idąc tropem sarnim C G D
Zakochani C G D C
Deszczu kroplę ci utoczę
w świecidełko przejrzyste
rozniebieszczę morze
rozszeleszczę liście
lat już tyle
lat już tyle
połączeni snami
Zakochani
Dam dłoni ciepła garstkę
oczu palcami dotknę
chcesz powróżę z kart ci
ciszę zwielokrotnię
coraz bliżej
coraz bliżej
wspólne oddychanie
Zakochani
Na kobiercu resztek zimy
ręce związane chmurą
Biblią Połoniny
błogosławią góry
dokąd idą
dokąd idą
życia stromą granią
Zakochani
Zakochani
Zakochani

117. Zbroja

Dałeś mi Panie zbroję e D e
Dawny kuł płatnerz ją
W wielu pogięta bojach
W wielu ochrzczona krwią
W wykutej dla giganta G e
Potykam się, co krok A H
Bo jak sumienia szantaż G Fis F e
Uciska lewy bok e D e
Lecz choć zaginął hełm i miecz G D
Dla ciała żadna w niej ostoja a G
To przecież w końcu ważna rzecz a H7 e a
Zbroja ! e H7 e A e
Magicznych na niej rytów
Dziś nie odczyta nikt
Ale wykuta z mitów
I wieczna jest jak mit
Do ciała mi przywarła
Przeszkadza żyć i spać
A tłum się cieszy z karła
Co chce giganta grać
Lecz choć zaginął hełm i miecz
Dla ciała żadna w niej ostoja
To przecież w końcu ważna rzecz
Zbroja !
A taka w niej powaga
Dawno zaschniętej krwi
Że czuję jak wymaga
I każe rosnąć mi
Być może – nadaremnie
Lecz stanę w niej za stu
Zdejmij ją Panie ze mnie
Jeśli umrę podczas snu
Lecz choć zaginął hełm i miecz
Dla ciała żadna w niej ostoja
To przecież w końcu ważna rzecz
Zbroja !
Wrzasnęli hasło – wojna !
Zbudzili hufce hord
Zgwałcona noc spokojna
Ogląda pierwszy mord
Goreją świeże rany
Hańbiona płonie twarz
Lecz nam do obrony dany
Pamięci pancerz nasz
Więc choć za ciosem pada cios
I wróg posiłki śle w konwojach
Nas przed upadkiem chroni wciąż
Zbroja !
Wywlekli pudła z blachy
Natkali kul do luf
I straszą sami w strachu
Strzelają do ciał i słów
Zabrońcie żyć wystrzałem
Niech zatryumfuje gwałt
Nad każdym wzejdzie ciałem
Pamięci żywej kształt
Choć słońce skrył bojowy gaz
Choć żołdak pławi się w rozbojach
Wciąż przed upadkiem chroni nas
Zbroja !
Wytresowali świnie
Kupili sobie psy
I w pustych słów świątyni
Stawiają ołtarz krwi
Zawodzi przed bałwanem
Półślepy kapłan – łgarz
I każdym nowym zdaniem
Hartuje pancerz nasz
Choć krwią zachłysnął się nasz czas
Choć myśli toną w paranojach
Jak zawsze chronić będzie nas
Zbroja!
Zbroja!
Zbroja!

118. Zgubione marzenia

Lyrics

:

Elżbieta Żołnierz

Music

:

Wojciech Jarociński

Kiedyś, gdy byłeś mały, łódki z kory strugałeś C e F G C e F G
Gdzie dziś są, czy odnajdziesz je? C e F G
Może wpadły do morza, albo z prądem wciąż płyną
Płyną wciąż, a ty nie wiesz gdzie.
Zgubione marzenia, C e F G C e F G
zgubione marzenia…
Kiedyś, gdy byłeś mały, to podwórka śpiewały
Gdzie dziś są, czy odnajdziesz je?
Czemu znikły zabawki, gdzie odeszli koledzy
Szukać chcesz, ale nie wiesz gdzie.
Zgubione marzenia,
zgubione marzenia…
Kiedyś, któregoś lata, było takie ognisko
Ciepła krąg i gitary dźwięk
Potem przyszły jesienie, zimny ślad zatarły,
Znika pieśń, czy odnajdziesz ją?
Zgubione marzenia,
zgubione marzenia…
Weźmiesz swój stary plecak, powędrujesz do słońca
Nocą dasz pięciolinii znak
Znajdziesz starych dróg ślady, węgle czyjegoś ogniska,
Wróci śpiew, wróci taki sam.
Zgubione marzenia,
zgubione marzenia…